Nie, nie wiem, jak to się dokładnie stało, że p. prezydent i 95 innych osób zginęło.
Chciałem przedstawić to, czego dowiedziałem się (tak właśnie to czuję, od razu wiedziałem) o przyczynie śmierci p. prezydenta. Nie tłumaczy to wszakże śmierci pozostałych 95 osób.
Wskażmy najpierw analogię - choć dostrzegłem ją później (cyt. za Mark Sołonin, 25 czerwca. Głupota czy agresja? Poznań 2011, Dom Wydawniczy Rebis, s. 262):
27 listopada 1940 roku - czyli zaledwie dwa dni po feralnym 25 listopada - prezydent Finlandii Kyoesti Kallio poprosił Radę Państwa, by przyjęła jego dobrowolną dymisję. Poprzedziły to wydarzenia bardziej pasujące do mistycznego thrillera niż do rzeczywistości. 12 marca 1940 roku, w przeddzień zawarcia układu moskiewskiego, prezydent Kallio, podpisując pełnomocnictwo fińskiej delegacji do zawarcia porozumienia na rozbójniczych stalinowskich warunkach [chodzi o traktat kończący wojnę zimową pomiędzy Finlandią i ZSRS], zapalczywie powiedział: "Niech uschnie ręka, która podpisała taki dokument". W sierpniu 1940 roku Kallio ciężko zachorował, miał wylew do mózgu, wskutek czego dotknął go paraliż prawej ręki. Stan jego zdrowia coraz bardziej się pogarszał i w wigilię Bożego Narodzenia Kallio, na peronie dworca w Helsinkach, zmarł nagle na wylew.
P. prezydent Kaczyński, nie zważając na słynne pióro, które odmówiło posłuszeństwa, podpisał, choć z ociąganiem, traktat lizboński - traktat, który jest dla Polski bardzo szkodliwy (to pióro kupił potem, czy też chciał kupić Janusz Palikot, proszę zwrócić uwagę na ten symboliczny gest przedstawiciela międzynarodowej tightly-knit, higly efficient machine; ciekawe też jak interpretować "zamach" z różą z 10 marca 2010 roku?). Na pewno wiemy tylko tyle, że kto żyw w mediach rugał p. prezydenta: no kiedy to wreszcie podpiszesz? Nie wiemy innych rzeczy, tego, co działo się nieoficjalnie. Czy podjął po prostu niemądrą decyzję pod naciskiem medialnym? A może był szantażowany? Czy grożono jemu, czy Polsce? Czy ugiął się, bo zabrakło mu odwagi powiedzieć: nie, czy może groziło Polsce większe niebezpieczeństwo, gdyby odmówił?
10 kwietnia 2010 roku moja pierwsza myśl była właśnie taka jak w mistycznym thrillerze: poniósł okrutną konsekwencję swojego wyboru (niektórzy mówili: zdrady Polski). Wciąż sądzę, że za podpisanie Lizbony musiał umrzeć. Dziś jednak chyba wiem (a w każdym razie wierzę), że może był bohaterem tak tragicznym jak Kallio.
Prawdę może już niedługo będą rozgłaszać na dachach.