Odczyty stenogramów ze Smoleńska stają się powoli telenowelą podobną do kolejnych "poprawionych" wydań "Wspomnień i refleksji" Żukowa. W zależności od sytuacji politycznej nieżyjący Żukow ujawnia fakty, których próżno szukać w poprzednich wydaniach - gubiąc też i niektóre fakty ujawnione w poprzednich edycjach. Potrafi się też Żukow w swoich wspomnieniach powoływać na pozycje literackie opublikowane szereg lat po jego śmierci. Wot, prorok. Podobnie i nasi odsłuchiwacze, podający kolejną jeszcze bardziej dokładną wersję zapisów rozmów z tupolewa, potrafią przy okazji dosłuchania nowych fragmentów zgubić całe inne fragmenty (rozmowy z wieżą, wg Artura Wosztyla obecne w poprzednich wersjach) i nie zauważyć komend z wieży dotyczących zejścia na 50 m.
Okazuje się też, że pijany generał naciskający na niewyszkolonych i ulegających wpływom pilotów (tacy niezborni, że dzielna stewardessa musiała rozpaczliwie trzymać w ryzach pijących browary generała Błasika i Mariusza Kazanę) ostatecznie tak ich skołował, że nie umieli korzystać z zegarka ("w pół do ósmej"), co dopiero gdyby mieli odczytywać dane z bardziej skomplikowanych urządzeń albo rozumieć komunikaty anglojęzyczne z TAWS lub obcą mowę kontrolerów. [może lepiej to napiszę, gdyby ktoś jednak się poczuł urażony - powyżej to IRONIA]
Jeśli ktoś jeszcze ma zaufanie do narracji makowsko-millerowskiej, to proponuję zapoznać się z niewczesną wprawką w opisywaniu zdarzeń lotniczych. Opis wg Mark Sołonin, 25 czerwca. Głupota czy agresja? Poznań 2011, Dom Wydawniczy Rebis, s. 204-206, cytowany będzie generał porucznik Piotr Chochłow, uczestnik zestrzelenia pasażerskiego Ju 52 lecącego 14 czerwca 1940 z niepodległej (jeszcze) Estonii do niepodległej Finlandii. W nawiasach kwadratowych moje komentarze.
Ludzie pracy Litwy, Łotwy i Estonii obalili znienawidzone reżimy burżuazyjne i zdobyli wolność. Na podstawie dobrowolnego wyrażenia woli kraje te weszły w skład ZSRS jako równoprawne republiki socjalistyczne [wrong: Estonia do 6 sierpnia nie była częścią ZSRS]. Obaleni w tych krajach przedstawiciele klasy wyzyskiwaczy wraz ze swymi cudzoziemskimi partnerami usiłowali przerzucić za ocean zagrabione kapitały. Okręty bojowe, jak również samoloty Floty Bałtyckiej otrzymały rozkaz: zablokować nie kontrolowane wyjścia cudzoziemskich statków i wyloty obcych samolotów z portów morskich i lotnisk republik nadbałtyckich [czytaj: atakować statki i samoloty niepodległych państw bez wypowiedzenia wojny]. [...] Jakieś trzy-cztery kilometry od miasta zauważyłem, że z lotniska Lagsberg wystartował samolot. Wziął kurs na Helsinki. [...] Zbliżyliśmy się do samolotu Ju 52 nie noszącego żadnych znaków rozpoznawczych. Otworzyłem luk astronawigacyjny w swojej kabinie, uniosłem się z siedzenia i ręką wskazałem pilotowi, żeby zawrócił maszynę w stronę lotniska. Ale junkers leciał dotychczasowym kursem i jeszcze zwiększał prędkość. Dwukrotnie przecięliśmy mu kurs, daliśmy znaki: "Żądamy powrotu"! Załoga zignorowała nasze żądanie. - Ostrzec ogniem! - rozkazuje dowódca. Kilka serii świetlnych przechodzi przed kabiną junkersa, ale i to nie zmienia sytuacji. Jesteśmy tak blisko od ściganego samolotu, że przez jego iluminatory widzimy ludzi w przedziale pasażerskim, widzimy ich zadufane fizjonomie. Pokazują nam pięści, grożą pistoletami. Po tym samolot naruszyciel został zestrzelony. [podkr. moje, pilot myśliwca musiał się nieźle przestraszyć]
Znać, że interpretatorzy wypadków czegoś się nauczyli przez 70 lat i budują odrobinę bardziej prawdopodobne narracje. Ale poczekajmy, bo może nie powiedzieli ostatniego słowa.
Znać, że interpretatorzy wypadków czegoś się nauczyli przez 70 lat i budują odrobinę bardziej prawdopodobne narracje. Ale poczekajmy, bo może nie powiedzieli ostatniego słowa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz