poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Następcy marszałka Żukowa, czyli o pornograficznej walizeczce złota Trynkiewicza

Wiktor Suworow ("Cofam wypowiedziane słowa") cytuje "relację" Żukowa o złapaniu generała Własowa przez Armię Czerwoną. Skupmy się na wycinku tej historii, bo wiąże się ona ze skazanym za pornografię dziecięcą na komputerze Trynkiewiczem:

[Żukow] "Potem z tchórzostwa poddał się Niemcom - chciał żyć, marzył o ucieczce do Ameryki, zabrał ze sobą walizeczkę ze złotem. W okolicach Poczdamu przeszedł na naszą stronę jego adiutant. Zawiadomił nas, gdzie jest Własow. Wyznaczyli jednostkę. Dogonili. Okrążyli."

(...) [komentarz Suworowa] "Gdy Własow dostał się w sprawne ręce NKWD, natychmiast został przeszukany. Od upadku Związku Radzieckiego protokół rewizji jest dostępny dla każdego badacza. Własowowi skonfiskowano trzydzieści tysięcy marek niemieckich. Żadnych innych wartościowych przedmiotów przy nim nie znaleziono. Ani złotych zegarków, ani monet, ani sztabek. Tylko krzyż, który z niego zerwali, ale ten nie był ani złoty, ani srebrny, tylko cynowy. 

(...) Gdzie w takim razie jest walizeczka, z którą Własow chciał uciec do Ameryki? Są tylko dwa warianty.
Pierwszy. Towarzysze z wywiadu SMIERSZ 13. Armii, mający gorące serca, zdrowy rozsądek i czyste ręce, po prostu po ludzku zapomnieli wpisać walizeczkę do protokołu i po bratersku podzielili zawartość.
Drugi. Nie było żadnej walizeczki ze złotem. Żukow po prostu powtórzył czyjeś kłamstwo.
Rozpatrzmy wariant pierwszy. Jeżeli nasi czujni kompetentni towarzysze rzeczywiście sprzątnęli walizeczkę, to powinni byli podzielić się zawartością. Przede wszystkim z Puchowem i Koniewem, ponieważ obaj mieli wiele podstaw i pełne prawo, by porozmawiać z jeńcem przed wysłaniem go do Moskwy. A podczas rozmowy jeniec mógłby wspomnieć o niewłaściwym zachowaniu czekistów o czystych rękach. Ponadto dowódca oddziału SMIERSZ 13. Armii powinien podzielić się z dowódcą SMIERSZ 1. Frontu Ukraińskiego, a ten z kolei - z naczelnym SMIERSZ komisarzem bezpieczeństwa państwowego II stopnia Wiktorem Siemienowiczem Abakumowem.
To jednak też nie wszystko. Należałoby się podzielić z całym szeregiem prokuratorów, począwszy od prokuratora 13. Armii, do prokuratora generalnego ZSRR. Ponieważ każdy z nich mógł odkryć istnienie walizeczki i nadać sprawie tok.
I to nie koniec łańcuszka. Własow to zbyt znana postać. Do śledztwa musieliby dołączyć nie tylko dowództwo SMIERSZ, ale również NKWD. Gdyby się nie podzielili z narkomem spraw wewnętrznych komisarzem generalnym bezpieczeństwa państwowego Ławrientijem Pawłowiczem Berią, to on mógłby się obrazić. I o jego podwładnych nie można było zapomnieć.
Niewykluczone jednak, że odbyło się też spotkanie towarzysza Stalina z tak sławnym jeńcem. I całkiem możliwe, że jeniec powiedział: Wy, towarzyszu Stalin, oczywiście mnie powiesicie. W takim razie nie zapomnijcie o złodziejach-towarzyszach Berii, Abakumowie, Koniewie, Puchowie..."
Spierać się nie będę, dla mnie jednak sprawa jest jasna: Własow był takim jeńcem, któremu nie dałoby się zabrać i przywłaszczyć sobie ani butów z cholewami, ani szynela, ani nawet szczotki do butów. Szykowało się śledztwo na najwyższym szczeblu. I nasi czekiści, prokuratorzy i generałowie nie byli tacy głupi, by ukraść walizeczkę i przypłacić to głową.
Wniosek jest prosty: jeżeli walizeczka ze złotem nie jest wymieniona w protokole rewizji, to znaczy, że jej nie było."

Czy nasi strażnicy więzienni i ich przełożeni byli tacy głupi, żeby pedofilowi i mordercy budzącemu takie emocje społeczne dać sobie posiedzieć na internecie: masz ściągnij sobie zdjęcia nagich dzieci? Jak można tego nie upilnować? Tacy głupi to oni nie byli. Ja nie jestem taka głupia, może głupia, ale nie aż tak.

Czy sąd był tak głupi, żeby skazać Trynkiewicza, kiedy żadne dowody tak naprawdę nie istnieją?

A skoro tak, to komputer, zdjęcia i nielegalna gra (gra??) obiektywnie istnieć musiały i skoro nie pozwolono Trynkiewiczowi nic swobodnie ściągać, to dowody stworzył ktoś inny. Czym innym jest bowiem jest głupio nie dopilnować a czym innym odpowiedzieć na zapotrzebowanie społeczne tak, by morderca nie wyszedł. Jeśli jeszcze realnie grozi, że jednak wyjdzie, bo ktoś się spóźnił opublikować ustawę, to "odpowiedzialni" ludzie muszą to jakoś naprawić. I naprawili.

Mam nadzieję, że ja nic nie ściągam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz