niedziela, 1 marca 2015

Japończycy, Hess, prezydent Komorowski, Bolesław Prus i Sikorski

Okazuje się, że Japończycy są winni zachowaniu naszego prezydenta, który wszedł w butach na krzesło. Nie powiedzieli mu, gdzie nie stawać - a może nawet coś po japońsku rzekli, co skłoniło go dodatkowo do wejścia, gdzie wszedł? Ho-no-tutai!

Poniekąd słusznie, podobnie Bolesław Prus, przy poplecznictwie któregoś z wydawnictw włożył w usta Izabeli taką oto wypowiedź skierowaną do Wokulskiego: "okazał mi Pan wielką laskę". Cała książka miał trochę "dziwnie" pisane "ł", bardziej jak "l" wyglądające. Pan Sikorski zdaje się mógł pomylić w mowie to, co Prus z wydawnictwem pomylili w piśmie.

Wiceszef NSDAP, partyjny zastępca Adolfa Hitlera, Rudolf Hess był cywilnym urzędnikiem i miał jedynie honorowy stopień SA-, czy SS-owski. Mimo tego, przydzielono mu dwóch wojskowych adiutantów, oczywiście "do pomocy". Kiedy przywieźli oni Fuehrerowi w kopercie oświadczenie Hessa o locie do Anglii, Hitler wrzasnął:
Kazałem go pilnować! Pilnować! I oficerowie trafili do obozu koncentracyjnego.

Note to myself: śledzić losy szoguna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz