Artykuł 220 ust. 2 mazowiecko-kwaśniewskiej konstytucji zabrania finansowania potrzeb państwa przez NBP, przynajmniej na rynku wtórnym.
A gdyby tak zamiast zastanawiać się, jak kreatywnie nadrukować waluty (a im więcej jej się drukuje, tym bardziej nie jest ona pieniądzem, to coś jak im Prosiaczek bardziej zaglądał, tym bardziej Kubusia tam nie było), zrobić coś prostego?
Problemem nie jest Sienkiewicz i Belka i ich podejrzane rozmówki, problemem jest Balcerowicz a właściwie oscylator Balcerowicza. Wielki Oscylator Balcerowicza ze złotówką na sztywno po 9.500 za dolara i 60% oprocentowaniem w bankach to temat na książkę a tu będzie o oscylatorze małym. Warto jedynie donieść na kandydata do RPP pana Wójcika, że uważał on WOB za niezbędną kotwicę inflacyjną (tak to mądre słowa maskują rzeczywistość). Prosty człowiek zamiast kotwic widział, że inwestor zagraniczny przywieźć wagon dolarów, zamienić na złotówki, włożyć na 60%, zaczekać 2 lata, zamienić na dolary po tym samym kursie, wywieźć 2,5 wagona dolarów (oficjalnie sztywny kurs mógł być odwołany w każdym momencie, nieoficjalnie gwarantowano go zagranicy przez pewien czas). Zapłacili za to oczywiście rolnicy, którym pan Balcerowicz zamienił ustawą warunki już podpisanych kredytów:
USTAWA
Stąd wzięło się SŁUSZNE poczucie krzywdy u nich, stąd Samoobrona i pan Lepper.
USTAWA
z dnia 28 grudnia 1989 r.
o uporządkowaniu stosunków kredytowych
Art. 1. 1. Uchyla się:
(...)
2) postanowienia umów kredytowych ustalające oprocentowanie kredytów według stawek stałych i preferencyjnych.
(...)
3. Jeżeli bank nie uzgodni z kredytobiorcą inaczej, do kredytu udzielonego na podstawie umowy, której postanowienia zgodnie z ust. 1 pkt 2 uległy uchyleniu, stosuje się zmienną stawkę oprocentowania.
o uporządkowaniu stosunków kredytowych
Art. 1. 1. Uchyla się:
(...)
2) postanowienia umów kredytowych ustalające oprocentowanie kredytów według stawek stałych i preferencyjnych.
(...)
3. Jeżeli bank nie uzgodni z kredytobiorcą inaczej, do kredytu udzielonego na podstawie umowy, której postanowienia zgodnie z ust. 1 pkt 2 uległy uchyleniu, stosuje się zmienną stawkę oprocentowania.
Stąd wzięło się SŁUSZNE poczucie krzywdy u nich, stąd Samoobrona i pan Lepper.
Nie dość, że NBP, niezgodnie z konstytucją, nie jest jedynym emitentem PLN (większość kreują banki w piramidzie zwanej rezerwą cząstkową) to jeszcze zmuszony jest kupować nisko oprocentowane obligacje amerykańskie i inne, podczas gdy wyżej oprocentowane polskie emituje rząd a kupują je Amerykanie i Europejczycy. Dlatego też pan Balcerowicz chciał zawsze wysokich stóp procentowych. Jeśli NBP ma 100 miliardów euro (z pamięci) rezerw w obligacjach strefy euro i dolarach to logiczne byłoby choć pewną część sprzedać (szczególnie po wysokim kursie USD) i odkupić za to oprocentowane dużo wyżej obligacje w PLN. Na rynku wtórnym chyba nawet konstytucyjnie możliwe. Oczywiście nie umarzamy a tylko NBP dostaje odsetki od skarbu, te odsetki stanowią jego zysk, na koniec roku 95% zysku do budżetu - na jedno wyjdzie. W szczególności warto przemyśleć, na co nam tak wysoka rezerwa NBP, skoro na interwencje walutowe to za mało a na obsługę zadłużenia zagranicznego w razie kryzysu raczej tyle nie trzeba (mamy też FCL!).
Innym prostym sposobem zniwelowania (małego) oscylatora Balcerowicza jest dogadanie się z Grupą Wyszehradzką. Szczególnie łatwe powinno to być z Węgrami, gdzie węgierskiemu MNB szefuje polityk związany z władzami. Skoro NBP nie może kupować na rynku pierwotnym obligacji rządowych (i zakładam, że w sąsiednich państwach podobnie), to czemu NBP miałby nie przeważyć trochę rezerw i zamiast kupować obligacje w euro nie kupić trochę obligacji węgierskich? MNB kupiłby wtedy polskie. Efekt właściwie ten sam, co chciał pan Belka, brak konieczności działania na rynkach wtórnych (czyli banki komercyjne nie zarobią po drodze), mała dywersyfikacja rezerw, zmniejszenie niekorzystnej różnicy pomiędzy stopą zwrotu z rezerw NBP a stopą zwrotu z długu rządowego. Docelowo, krok na drodze ku normalnemu rozwiązaniu, że państwo finansuje własne potrzeby samo a nie za pomocą komercyjnych banków. Tylko nie zdradzić się za szybko z takim planem...
Oczywiście małe Węgry za dużo nie kupią a i Polska nie może się zdywersyfikować za bardzo w HUF. Od czegoś trzeba jednak zacząć i najlepiej chyba z przyjaciółmi. Gdyby jednak dodać Czechy, Rumunię? Może Norwegię, z którą łączy nas ropa? Może umiarkowany sens mieć taka operacja ze strefą euro - Słowacją, Litwą? I had a dream - kiedyś Serbia, Białoruś, Rosja?
To by dopiero agencje ratingowe miały zagwozdkę, gdyby ich banki znacznie odciąć od naszego sovereign debt.
Innym prostym sposobem zniwelowania (małego) oscylatora Balcerowicza jest dogadanie się z Grupą Wyszehradzką. Szczególnie łatwe powinno to być z Węgrami, gdzie węgierskiemu MNB szefuje polityk związany z władzami. Skoro NBP nie może kupować na rynku pierwotnym obligacji rządowych (i zakładam, że w sąsiednich państwach podobnie), to czemu NBP miałby nie przeważyć trochę rezerw i zamiast kupować obligacje w euro nie kupić trochę obligacji węgierskich? MNB kupiłby wtedy polskie. Efekt właściwie ten sam, co chciał pan Belka, brak konieczności działania na rynkach wtórnych (czyli banki komercyjne nie zarobią po drodze), mała dywersyfikacja rezerw, zmniejszenie niekorzystnej różnicy pomiędzy stopą zwrotu z rezerw NBP a stopą zwrotu z długu rządowego. Docelowo, krok na drodze ku normalnemu rozwiązaniu, że państwo finansuje własne potrzeby samo a nie za pomocą komercyjnych banków. Tylko nie zdradzić się za szybko z takim planem...
Oczywiście małe Węgry za dużo nie kupią a i Polska nie może się zdywersyfikować za bardzo w HUF. Od czegoś trzeba jednak zacząć i najlepiej chyba z przyjaciółmi. Gdyby jednak dodać Czechy, Rumunię? Może Norwegię, z którą łączy nas ropa? Może umiarkowany sens mieć taka operacja ze strefą euro - Słowacją, Litwą? I had a dream - kiedyś Serbia, Białoruś, Rosja?
To by dopiero agencje ratingowe miały zagwozdkę, gdyby ich banki znacznie odciąć od naszego sovereign debt.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz