niedziela, 29 marca 2015

O ujemnych stopach procentowych dla klientów, czyli norweskie dzikusy

Okazuje się, że dzikusami są nie tylko Ci niecywilizowani, niewykształceni i z mniejszych miast Polacy, którzy stracili życiową szansę i nie wzięli kredytów w CHF.

Cały świat zszokowało głupie i sprzeczne z prawem polskim i międzynarodowym (niech ktoś napisze do ONZ!) zachowanie zacofanych Duńczyków, (Nordea Kredit), którzy pobierają ujemne oprocentowanie od kredytów hipotecznych. Ktoś powinien im przekazać, że "Nie może być takiej sytuacji, w której to bank będzie płacił klientowi za to, że ten zaciągnął u niego kredyt, bo to przeczyłoby istocie umowy kredytowej (p. Pietraszkiewicz ze Związku Banków w Polsce)".

Chyba bardziej Dania potrzebuje korepetycji od naszych fachowych bankowców niż Francja naszych hydraulików (kto to jeszcze pamięta?).

Całe szczęście, że herezja polegająca na wywiązywaniu się z umowy w zgodzie z jej treścią jeszcze nie całkiem się u nas rozprzestrzeniła, podobnie jak stałe oprocentowanie hipotek.

niedziela, 22 marca 2015

Jak rzeczywiście rozwiązać problem franka, czyli 1% dla wszystkich

15 stycznia 2015 roku był szokiem... ale dla tych, którzy sobie jeszcze radzą i w obecnej sytuacji prawdziwym ryzykiem jest wzrost stóp procentowych w przyszłości.

Obecnie dla większości kredytobiorców raty i zadłużenie są problemem, ale nie tragedią, jeśli jednak nie zrobić nic konkretnego, to jest spora szansa na to, że co się odwlecze, to nie uciecze. Moja poniższa propozycja ma tę zaletę, że miał ją na biurku p. Piechociński i kompletnie zlekceważył.

Propozycje Związku Banków w Polsce (wiem, że oni rozwijają ten skrót inaczej...)/rządowe świadczą o głupocie lub sabotażu. Stawiam na to pierwsze, bo do tego drugiego to trzeba jednak trochę sprytu. Propozycje wakacji kredytowych, wydłużenia okresu kredytowania, zawieszenia spłat rat kapitałowych doprowadzą tylko do jeszcze gorszej sytuacji potem (czyżby ktoś pozazdrościł "sukcesu" kredytu "Alicja"?). Bank zamierzają przyjmować spłaty as usual do samego końca kredytu lub kredytobiorcy. Jakiś bank chętny zawrzeć ze mną transakcję na instrumencie pochodnym, ja będę obstawiał, że skończy się to źle? Wypada tylko pogratulować fachowcom z banków, że nie zaproponowali przewalutowania na koronę duńską.

Przy obecnych stopach procentowych odsetki na całym świecie są bardzo małe. Wielu spodziewa się, że stopy jeszcze pospadają albo przynajmniej długo będą niskie. Tymczasem to prawie na pewno nie będzie miało miejsca. Normalna długookresowa stopa SNB/Fed to kilka (3-8) procent, w latach ’80, gdy Paul Volcker (Fed) walczył z inflacją było to nawet rzędu 20% w USA. W Polsce może to też być spokojnie 8%, nawet jak w Szwajcarii i USA będzie 5%.

Jeśli chodzi o kurs EUR/CHF lub CHF/PLN, proponuję porównać następujące dane szwajcarskie, polskie i europejskie: zadłużenie zagraniczne jako % zadłużenia ogółem, zadłużenie ogółem jako % PKB, deficyt budżetowy jako % PKB, bilans X-Z, stopę bezrobocia – i wyciągnąć wnioski.

Nie czekając na zderzenie z górą lodową należy właściwie rozwiązać problem:

IRS dla mas
Korzystając z obecnie niskich stóp CHF, banki, które udzieliły kredytów w CHF proponują klientom zmianę na stopę stałą, natychmiast. Jeśli stopa zmienna z marżą wynosi 1,2%, to po aktualizacji do obecnych stóp LIBOR+marża wynosiłaby ca. -0,75%+1,1%=0,35%. Bank proponuje stałą stopę (już z marżą) 0,8%. Rata kredytu wyniesie w CHF mniej niż przed 14.01. Klient zabezpieczył się przed bankructwem.

Dla banków też się opłaci. Bank zamienia kredyt z 0,35% stopy zmiennej na 0,8% stopy stałej, czyli zyskuje 0,45 punkta procentowego od każdej spłaty. Gdyby stopy wzrosły, to straciłby, ale w tym celu zabezpiecza się, wchodząc w kontrakt IRS na rynku międzynarodowym na odwrotnych warunkach: JP Morgan płaci bankowi polskiemu stopę zmienną a bank polski płaci JP Morgan stopę stałą. Bank polski stracił (koszt zabezpieczenia) na transkacji z JPM o zapewne rząd wielkości mniej niż zarobił na kliencie. Zarobek banku sfinansował klient, jednakże on się zabezpieczył przed bankructwem. Co szczególnie istotne, nie ma tu realnego ryzyka kredytowego. W stosunkowo niedługim czasie to bank będzie płatnikiem netto w relacji bank-klient a w relacji bank-JPM niewypłacalność kontrahenta jest już zupełnie nieprawdopodobna.

Co istotne, po przedstawieniu odpowiednich dokumentów, bank może sprzedawać taki de facto IRS klientom wszystkich banków we wszystkich walutach.

Z punktu widzenia kraju, mamy szansę odwrócić na naszą korzyść coś, co niewątpliwie było jedną z największych prób złupienia naszej gospodarki. Zagwarantowanie krajowi traktowanemu jako całość niskich długoterminowych stóp nawet z nawiązką zrekompensuje efekt kursowy. Pan MF Szczurek wypowiadał się przeciwko masowemu przewalutowaniu kredytów, a tu cały kraj fiksuje sobie ultraniskie stopy procentowe. Panie MF, a gdyby mógł Pan wyemitować polski dług na 1% na 20 lat, to chyba byłby niezły biznes?

Uzupełnienie – CIRS
Można też zaproponować rozwiązanie mające cechy opcyjno-CIRS-owe: klient spłaca raty po kursie bieżącym+0,1 PLN, ale jeśli kurs przekroczy 4,00, to płaci 4,10 niezależnie od kursu (opłatą za zabezpieczenie przed wzrostem kursu jest +0,1 PLN do raty). Bardziej to skomplikowane, ale transakcję też się da odwrócić na rynku międzybankowym.

Podsumowanie – IRS+CIRS
Bank - w stosunku do obecnej sytuacji jest do przodu, bo efektywnie dostanie tyle samo plus różnica w marży na IRS i CIRS pobranej od klienta i oddanej do JPM.
Klient - obecnie lekko traci, płacąc wyższe odsetki i po nieco wyższym kursie, jednak zagwarantował sobie ekstremalnie niską stopę procentową na 20-30 letni dług: duży zysk w długim terminie

Polska=Bank+Klient - duży zysk długoterminowy
JPM - trudno powiedzieć, ale znając życie zarobi a ryzyko przerzuci na kogoś innego. Koniec końców kiedyś znowu stracą fundusze emerytalne GM albo związek miast duńskich, nie nasz problem.

Przykład klienta:

Mieszkanie za 500 tys., kredyt na 350 tys. złotych (ok. 70%), co było ekwiwalentem około 150 tys. franków. Obecne zadłużenie ok. 130 tys. franków, w grudniu rata 540 franków, stopa z grudnia 1,2% (marża 1,1, stopa 0,1). Na 540 franki składa się kapitał 420 i odsetki 120 CHF. Jeśli stopy procentowe SNB wzrosną tylko do 2,5%, to część odsetkowa (2,5+1,1= 3,6%) wzrośnie ze 120 do 3x120=360 a cała rata z 420+120 do 420+360 (około 50% wzrost raty w CHF). Jeśli 14 stycznia płaciło się 540 x 3,50=1.890 PLN, to przy stopie 2,5% i kursie 4,00 wyjdzie 780 x 4 = 3.120 PLN, o 1.230 złotych miesięcznie / 14.760 złotych rocznie więcej niż wg stanu na 14.01.2015. To dla przeciętnej rodziny może być bankructwo. Dla kredytu złotowego rozważania przewidujące wzrost stóp procentowych również wykażą ogromne zagrożenie wzrostem stóp, tym bardziej, że bank irracjonalnie zakładają większą zdolność kredytową w epoce niskich stóp (ludzie, których nie było stać na kredyt przy stopie 4% teraz już zdolność kredytową mają, bo stopy – i rata – są niższe)

Stała stopa 1% dla wszystkich!

poniedziałek, 16 marca 2015

O przyszłym kursie franka (aktualizacja)

W poprzednim wpisie postawiłem tezę, że do prognozowania kursu walutowego można (szczególnie w sytuacjach skrajnych) użyć metody polegającej na obserwacji zachowań ludzi. Litwini i Słowacy rzucający się na polskie sklepy zwiastowali niedorzecznie słabą złotówkę a w innym okresie masowy import aut z USA do Polski niedorzecznie słabego dolara.

Warto zatem zwrócić uwagę na poniższy artykuł.

Wbrew ogólnej wymowie artykułu, ten fragment jest najciekawszy:

" (...) szwajcarska gospodarka zaczęła odczuwać niekorzystne skutki wzmocnienia waluty. Najsilniej skutki odczuwa turystyka i handel, bo Szwajcarzy masowo jeżdżą na zakupy do Włoch, Niemiec i Francji. Codziennie na granicach szwajcarskich pojawiają się samochodowe korki, dochodzące nawet do kilku kilometrów, bo znacznie korzystniej jest robić zakupy zagranicą (...)"

Aktualizacja: update zmienione na aktualizacja - lepiej pisać po polsku.

niedziela, 15 marca 2015

O rozwiązaniu problemów frankowych, czyli EUR/DKK

15 stycznia przyniósł wielu kredytobiorcom stratę nie mniejszą niż pół setki tysięcy złotych polskich. Niektórych wręcz wpędził w położenie niezwykle ciężkie, bo byli po złej stronie rynku. Choć potrafię łatwo określić, jaka jest prawna sytuacja kredytobiorców (umowy nieważne, nigdy nie było franków), to można się spodziewać, że pozytywny finał będzie nieprędki: wygrane sprawy będą obalane w apelacjach albo w SN, do Strasburga odwołać się nie da, bo w kraju procedura niewyczerpana. 
No chyba, że ktoś gdzieś poleci i wszystko się zmieni... ale nie o tym teraz mowa.

Poniewczasie (szkoda! szkoda!) odkryłem na nowo czytanego kiedyś przeze mnie pobieżnie George'a Dorgana z snbchf.com. Człowiek ten przez lata był przeciw pegowi EUR/CHF 1,20 i argumentował, że jest on szkodliwy i nie do utrzymania. Podczas gdy tłum "analityków" głosił, że Szwajcaria może wydrukować, ile chce franków, nakupić "za darmo" EUR/USD/GBP/AUD... i wykupić cały świat (w praktyce geniusze kupili "trochę" niemieckich bundów na ca. zerowy procent), on zwracał uwagę na oczywiste unsustainability całej sytuacji. Nie można mieć rezerw walutowych na 80% PKB! Temat-rzeka, polecam lekturę archiwalnych wpisów. Co szczególnie zwraca uwagę, SNB rozbuchał swój bilans nawet bardziej niż Fed, nic to nie pomogło!

Teraz siedzą na górze zdewaluowanego papieru eurowego. Kto zresztą wie, może całe ECB-owe QE jest właśnie po to, żeby wykupić od Szwajcarów tony eurowych obligacji (jak by mieli to sprzedać na rynku?) tak, by uzyskanej waluty można choć trochę opchnąć komuś dalej? My jednak popatrzmy na inny kraj, bo historia lubi się powtarzać.

Do Danii mam sentyment: to tam na turnieju szachowym wygrałem ogromne dla dziecka pieniądze w zachodniej twardej walucie. Pozdrowienia dla Vejle i dla Vejle Amts Folkeblad! Ta Dania właśnie może dziś oferować perspektywy.

Liczb tu za wiele nie będzie, liczby lepiej samemu sprawdzić. Warto porównać zadłużenie, deficyt budżetowy, bezrobocie i jeszcze parę kluczowych wskaźników w Danii i w krajach strefy euro. Sprawdzić, jak prezentuje się Dania na tle prymusów typu Finlandia, ale przede wszystkim Grecji, Portugalii, Włoch, Francji. Ważną tu dla nas wiadomością jest: Dania ma peg do euro: 7,4603 DKK za EUR - i może mieć problem z jego utrzymaniem.

Myślę, że najważniejszy jest pewien "rys psychologiczny": NB Danii w dramatycznie krótkim czasie panicznie ściął 3x stopy procentowe (-0,05-->-0,35-->-0,5-->-0,75), zablokowano także sprzedaż obligacji państwowych (aby inwestorom utrudnić dostęp do waluty). Bardzo oryginalna decyzja, mi kojarzy się (w krzywym zwierciadle) z decyzją władz Singapuru. W Singapurze żadnej potrzeby fiskalnej, by obligacje emitować, co więcej: jest tam regularna nadwyżka budżetowa. Jak wieść gminna (chyba dobrze) niesie, obligacje są tam emitowane po to, żeby inwestorzy dowiedzieli się, jaka jest stopa wolna od ryzyka (czyli oprocentowanie obligacji rządowych) potrzebna do różnego rodzaju kalkulacji ekonomicznych (!!). Skoro władze duńskie panicznie się bronią a dodatkowo jeszcze zapewniają, że nigdy-przenigdy, czy gdzieś już tego nie słyszeliśmy?

Dodatkowo, NB Danii dokonał w styczniu interwencji (sprzedaż korony) na 106 mld DKK, powiększając rezerwy walutowe do all-time high 566 mld DKK. Na koniec lutego było to już 737 mld DKK, co stanowiło około 39% (737 do 1.899) PKB Danii, wzrost o 10 punktów procentowych w ciągu jednego miesiąca. W tym tempie za mniej niż pół roku Dania przegoni Szwajcarię w foreign reserves/GDP ratio.

Dania zresztą ma już za sobą historię nieudanych pegów.

Ryzyko jest raczej niewielkie, oficjalnie Dania jest w ERM 2 z kursem 7,4603 +/-2,25%, w praktyce NB chce widzieć +/-0,5%. Gdyby jednak korona się osłabiła, to trzeba by pewnie się ewakuować przy przekroczeniu kursu 7,4603 +0,5% (ca. 7,5000). To mogłoby znaczyć, że dzieje się coś dziwnego (złego).

Gdyby korona się nie osłabiła, potencjał jest chyba taki jak CHF - po porzuceniu pega na otwarciu EUR/DKK -20%?

Na forex po EUR/DKK? Można co najmniej przemyśleć lewar 1:1 DKK/PLN, czyli zakup w kantorze koron za złotówki z perspektywą co najmniej roczną. Nie podejmuję się oszacować prawdopodobieństwa, ale jest spora szansa na stratę rzędu spreadu kantorowego i spora szansa na zysk kilkunastoprocentowy. Na forexie to już inna sprawa i inne ryzyko, ale może też warto? W takiej sytuacji może wszystko się zmieni nawet jak nikt nigdzie nie poleci...

Oczywiście nie jest to rekomendacja w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów.

środa, 11 marca 2015

Który bank w Polsce zatrudnia fachowców, czyli o nieokrzesanych dzikusach, którzy nie wzięli kredytów w CHF

Omawiałem już jak banki ostrożnie pilnują naszych depozytów 

Teraz wypada powiedzieć parę słów o kompetencjach ich ekspertów.

Pan profesor Czapiński
postawił diagnozę, że "(...) w 2013 roku, gdy były prowadzone badania, ponad 92 proc. frankowiczów nie miało "najmniejszych kłopotów" ze spłatą kredytów. Z badań wynikało też, że dochody frankowiczów są wyższe od średniej, że w tej grupie są przede wszystkim mieszkańcy największych miast, są to na ogół ludzie młodzi, dobrze wykształceni, wiele z nich zna czynnie język angielski. "To są ogólnie ludzie bardziej cywilizowani" - [podkr. moje] powiedział badacz."

Zdaje się, że jest to próba rywalizacji z przedstawicielami ZNP protestującymi pod hasłem "Osłów robisz z nas ministrze, niech ci Trybunał dobrze nos przytrze" w kategorii, kto popełni więcej błędów w krótkiej wypowiedzi. Gdy chodzi o nauczycieli, to odsyłam do świetnego artykułu Dwója z poezji Wojciecha Staszewskiego (oczywiście od razu rzucają się w oczy "osłów/osły" i "przytrzeć/utrzeć nosa"). [a ja powiem bez kozery FZHUT]

Można jeszcze humaniście wybaczyć, że uważa, iż 92 procentowa spłacalność w okresie stałego kursu i spadających stóp, niekiedy wspomaganych przez RnS/MdM (jak się skończą dopłaty, to raty ładnie wzrosną), to dużo. Człowiek jednak nie zna znaczenia słów wypowiadanych w jego języku albo stawia, powiedzmy karkołomne, tezy. Biorący kredyty we franku są cywilizowani, hmm? Niech lepiej Pan pogra sobie w Cywilizację Sida Meiera.

Na zdjęciu osoby, które nie wzięły kredytów w CHF.
















Panowie z banków w Polsce, kogo Wy zatrudniacie?

Acht und achzig Professoren, Vaterland du bist verloren.

A zamiast Waszych karkołomnych propozycji lepiej dajcie klientom stałą stopę 1% w całym pozostałym okresie kredytowania póki stopy w Szwajcarii są ujemne a nie koło +4%. Znacie chyba pojęcie IRS w CHF i umiecie na rynku międzybankowym z JPM zawrzeć transakcję? Klientowi zamienicie ca. zmienne 0% na stałe 1% a z JPM zawrzecie transakcję odwrotną i macie stan jak dziś tylko zarobiliście na dodatkowej marży (klient zapłaci więcej wam za IRS niż wy JPM za IRS odwrotny). Najważniejsze ryzyko zdjęte z klienta, wy dalej macie stopę zmienną, dalej już się martwi JPM (ale on jest blisko Fed, nie zginie...).

Oczywiście, to przy założeniu, że chcecie wspólnie jako kraj wyjść z pułapki a nawet zarobić (co ja tu będę tłumaczył, że długoterminowa niska stopa zrekompensuje kurs z nawiązką). P. Szczurek słusznie zauważył, że masowe przewalutowanie po obecnym kursie może nie być najlepsze.

A masowe przejście na stałą stopę procentową przy historycznie niskiej stopie procentowej?


niedziela, 1 marca 2015

Profesor Chazan, czyli o nadczłowieku i ostatnim człowieku

Jeszcze nie całkiem przebrzmiały echa zwolnienia profesora Chazana ze stanowiska dyrektora szpitala im św. Rodziny [już przebrzmiały, wstępna wersja tekstu powstała wcześniej]. Nieszczęśliwe dziecko poczęte zostało metodą in vitro, która niepokojąco często skutkuje występowaniem wad w rozwoju. Co jest szczególnie niepokojące w tej sprawie to to, że najwyraźniej krytycy postępowania profesora za jeden z istotnych argumentów uważają to, że kobieta po zabiciu dziecka przed porodem mogłaby szybko poddać się od nowa procedurze in vitro a tak będzie musiała niestety uczynić sobie dłuższą przerwę. Talk about czynienie taśmy produkcyjnej z kobiety z pozycji nie-chrześcijańskich - ironio losu. A to nie Ciemnogród robi z kobiet rodzicielki na akord podczas gdy wyzwolone kobiety podbijają Brave New World?

Ironią drugą jest to, że kobieta chciała mieć przeprowadzoną aborcję w szpitalu im św. Rodziny i "nie wiedziała", że w szpitalu tym tego się nie robi. Zabrzmi to jak tania kpina, ale niech będzie: ciekawe, czy po transfuzję udałaby się do szpitala prowadzonego przez świadków Jehowy a lecząc się w szpitalu muzułmańskim narzekałaby na braki wieprzowiny w diecie?

Co chciałbym tu jednak podkreślić, to symboliczne zwycięstwo "ostatniego człowieka". Posłuchajmy klasyka:

(...) [ziemia] będzie kiedyś jałowa i ujarzmiona, i nie wyrośnie z niej już ani jedno wysokie drzewo. Biada! Nadchodzi czas, kiedy człowiek nie przerzuci już strzały swojej tęsknoty poza człowieka a cięciwa jego łuku oduczy się furkotu.
(...)
Oto ja wam pokażę ostatniego człowieka.
(...)
Ziemia zmaleje, a na niej będzie podrygiwał ostatni człowiek, który wszystko uczyni małym. Jego ród jest nie do wyplenienia, jak pchła ziemna; ostatni człowiek będzie żył najdłużej. "Wynaleźliśmy szczęście" - mówią ostatni ludzie, mrugając oczyma. Opuścili okolice, gdzie twarde było życie; potrzeba bowiem ciepła. Niedomaganie i nieufność wydają im się grzeszne - za tym idzie ostrożność. Głupcem ten, kto jeszcze potyka się o kamienie czy ludzi! Nieco trucizny od czasu do czasu: to sprowadza przyjemne sny. I dużo trucizny na ostatek, gwoli przyjemnego umierania [podkr. moje].1

Co ja chcę zarzucić tłumowi pseudoautorytetów medycyniczych? Odrzucacie wielkość człowieka poprzez Boga, ale i odrzucacie wielkość człowieka poprzez samego człowieka! Gdzie dla was trochę twardego życia i trochę cierpienia, potrzeba wam ciepła. Poród kalekiego dziecka to mitręga, zabijmy je więc wcześniej a matka dostanie znieczulenie, to sprowadza przyjemne sny. Dla dziecka dużo trucizny na ostatek-początek. Sami za nie decydujecie, że nie powinno cierpieć - może ono chciało pożyć?

Eutanazja noworodka

1Nietzsche F.: To rzekł Zaratustra. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1999, s. 17-18

Japończycy, Hess, prezydent Komorowski, Bolesław Prus i Sikorski

Okazuje się, że Japończycy są winni zachowaniu naszego prezydenta, który wszedł w butach na krzesło. Nie powiedzieli mu, gdzie nie stawać - a może nawet coś po japońsku rzekli, co skłoniło go dodatkowo do wejścia, gdzie wszedł? Ho-no-tutai!

Poniekąd słusznie, podobnie Bolesław Prus, przy poplecznictwie któregoś z wydawnictw włożył w usta Izabeli taką oto wypowiedź skierowaną do Wokulskiego: "okazał mi Pan wielką laskę". Cała książka miał trochę "dziwnie" pisane "ł", bardziej jak "l" wyglądające. Pan Sikorski zdaje się mógł pomylić w mowie to, co Prus z wydawnictwem pomylili w piśmie.

Wiceszef NSDAP, partyjny zastępca Adolfa Hitlera, Rudolf Hess był cywilnym urzędnikiem i miał jedynie honorowy stopień SA-, czy SS-owski. Mimo tego, przydzielono mu dwóch wojskowych adiutantów, oczywiście "do pomocy". Kiedy przywieźli oni Fuehrerowi w kopercie oświadczenie Hessa o locie do Anglii, Hitler wrzasnął:
Kazałem go pilnować! Pilnować! I oficerowie trafili do obozu koncentracyjnego.

Note to myself: śledzić losy szoguna.