wtorek, 15 grudnia 2015

Kieszonkowy koń Kaliguli o skokach Giertycha

Kaligula przeforsował umieszczenie swego konia w senacie. Cesarz ten był całkiem zdrowy na umyśle w porównaniu z popadającą w zbiorowe szaleństwo Platformą, która wystawiła w wyborach do Senatu kieszonkowego (z racji formatu politycznego, bo przecież nie wzrostu) konia. Obciążony dżokejem ciężkiej wagi (z racji gabarytów, bo przecież nie formatu politycznego) Kamińskim nasz bohater dostał zadyszki i jak ostatnia chabeta nie dowlókł się do mety.

Teraz skacze na wiecu przeciwko PiS. Możliwe, że i sam nasz bohater zaczyna ujawniać problemy, hmm... emocjonalne. Takiemu Gabrielowi Janowskiemu to trzeba było podać narkotyki a tu człowiek dorosły, obrońca ludzi na świeczniku, adwokat, były wicepremier z własnej nieprzymuszonej woli skacze w sposób... śmieszny. Jeśli jednak media z pana Janowskiego, którego udało się tak załatwić, ale był przecież normalny (co nie znaczy, że nie był kontrowersyjny) zrobiły wariata, to jestem dziwnie pewien, że z pana Giertycha (który raczej nie był pod wpływem niczego) nadmiernie dworować nie będą.

Proponuję zatem hasło na następny raz: Jarek to cienias, Twój rząd obali mecenas!

piątek, 25 września 2015

Perły biznesu, czyli o powierzaniu tajemnic kobietom

Wywiad jest starawy, ale nie mogłem nie zrobić tego wpisu, bo zapomniałbym potem a to jest takie... urocze. Takie... kobiece. Perła Biznesu 2011, wysoko postawiona i do tego jeszcze psycholog. Grunt, że nie stoi na czele żadnych służb wywiadowczych.

"Ale przecież na pewno ktoś dzwoni i pyta, czy jego pracodawca nie szuka kogoś na jego miejsce.
Owszem.
Co pani wtedy odpowiada?
Odpowiadam szczerze – jak nie wiem, mówię, że nie wiem. A jak wiem – to że nie mogę powiedzieć. To jest niezręczna sytuacja dla osoby, która pyta, a nie dla mnie. Ja nie mam z tym problemu."

Podpowiadam: niektórzy są w stanie rozpracować taką tajemnicę.

"- Do licha- rzekł Puchatek - czy tam naprawdę nie ma nikogo?
- Nikogo.
Kubuś wysunął łebek z nory, zastanowił się przez chwilkę i pomyślał: "Tam musi być ktoś, jeśli powiedział, że nie ma nikogo"."

Gwoli ścisłości, teoretycznie można też wiedzieć, że nie szukają i wtedy "nie mogę powiedzieć" nic nie znaczy. Chyba jednak nie trzeba tłumaczyć (a może trzeba?), co zasadniczo znaczy taki komunikat?

Nic tylko dobrać w parę z panem Ziką  

A - i ciekawe, jakie wypowiedzi padają na taśmach, czy wszystkie sekrety zostały dotrzymane?

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Następcy marszałka Żukowa, czyli o pornograficznej walizeczce złota Trynkiewicza

Wiktor Suworow ("Cofam wypowiedziane słowa") cytuje "relację" Żukowa o złapaniu generała Własowa przez Armię Czerwoną. Skupmy się na wycinku tej historii, bo wiąże się ona ze skazanym za pornografię dziecięcą na komputerze Trynkiewiczem:

[Żukow] "Potem z tchórzostwa poddał się Niemcom - chciał żyć, marzył o ucieczce do Ameryki, zabrał ze sobą walizeczkę ze złotem. W okolicach Poczdamu przeszedł na naszą stronę jego adiutant. Zawiadomił nas, gdzie jest Własow. Wyznaczyli jednostkę. Dogonili. Okrążyli."

(...) [komentarz Suworowa] "Gdy Własow dostał się w sprawne ręce NKWD, natychmiast został przeszukany. Od upadku Związku Radzieckiego protokół rewizji jest dostępny dla każdego badacza. Własowowi skonfiskowano trzydzieści tysięcy marek niemieckich. Żadnych innych wartościowych przedmiotów przy nim nie znaleziono. Ani złotych zegarków, ani monet, ani sztabek. Tylko krzyż, który z niego zerwali, ale ten nie był ani złoty, ani srebrny, tylko cynowy. 

(...) Gdzie w takim razie jest walizeczka, z którą Własow chciał uciec do Ameryki? Są tylko dwa warianty.
Pierwszy. Towarzysze z wywiadu SMIERSZ 13. Armii, mający gorące serca, zdrowy rozsądek i czyste ręce, po prostu po ludzku zapomnieli wpisać walizeczkę do protokołu i po bratersku podzielili zawartość.
Drugi. Nie było żadnej walizeczki ze złotem. Żukow po prostu powtórzył czyjeś kłamstwo.
Rozpatrzmy wariant pierwszy. Jeżeli nasi czujni kompetentni towarzysze rzeczywiście sprzątnęli walizeczkę, to powinni byli podzielić się zawartością. Przede wszystkim z Puchowem i Koniewem, ponieważ obaj mieli wiele podstaw i pełne prawo, by porozmawiać z jeńcem przed wysłaniem go do Moskwy. A podczas rozmowy jeniec mógłby wspomnieć o niewłaściwym zachowaniu czekistów o czystych rękach. Ponadto dowódca oddziału SMIERSZ 13. Armii powinien podzielić się z dowódcą SMIERSZ 1. Frontu Ukraińskiego, a ten z kolei - z naczelnym SMIERSZ komisarzem bezpieczeństwa państwowego II stopnia Wiktorem Siemienowiczem Abakumowem.
To jednak też nie wszystko. Należałoby się podzielić z całym szeregiem prokuratorów, począwszy od prokuratora 13. Armii, do prokuratora generalnego ZSRR. Ponieważ każdy z nich mógł odkryć istnienie walizeczki i nadać sprawie tok.
I to nie koniec łańcuszka. Własow to zbyt znana postać. Do śledztwa musieliby dołączyć nie tylko dowództwo SMIERSZ, ale również NKWD. Gdyby się nie podzielili z narkomem spraw wewnętrznych komisarzem generalnym bezpieczeństwa państwowego Ławrientijem Pawłowiczem Berią, to on mógłby się obrazić. I o jego podwładnych nie można było zapomnieć.
Niewykluczone jednak, że odbyło się też spotkanie towarzysza Stalina z tak sławnym jeńcem. I całkiem możliwe, że jeniec powiedział: Wy, towarzyszu Stalin, oczywiście mnie powiesicie. W takim razie nie zapomnijcie o złodziejach-towarzyszach Berii, Abakumowie, Koniewie, Puchowie..."
Spierać się nie będę, dla mnie jednak sprawa jest jasna: Własow był takim jeńcem, któremu nie dałoby się zabrać i przywłaszczyć sobie ani butów z cholewami, ani szynela, ani nawet szczotki do butów. Szykowało się śledztwo na najwyższym szczeblu. I nasi czekiści, prokuratorzy i generałowie nie byli tacy głupi, by ukraść walizeczkę i przypłacić to głową.
Wniosek jest prosty: jeżeli walizeczka ze złotem nie jest wymieniona w protokole rewizji, to znaczy, że jej nie było."

Czy nasi strażnicy więzienni i ich przełożeni byli tacy głupi, żeby pedofilowi i mordercy budzącemu takie emocje społeczne dać sobie posiedzieć na internecie: masz ściągnij sobie zdjęcia nagich dzieci? Jak można tego nie upilnować? Tacy głupi to oni nie byli. Ja nie jestem taka głupia, może głupia, ale nie aż tak.

Czy sąd był tak głupi, żeby skazać Trynkiewicza, kiedy żadne dowody tak naprawdę nie istnieją?

A skoro tak, to komputer, zdjęcia i nielegalna gra (gra??) obiektywnie istnieć musiały i skoro nie pozwolono Trynkiewiczowi nic swobodnie ściągać, to dowody stworzył ktoś inny. Czym innym jest bowiem jest głupio nie dopilnować a czym innym odpowiedzieć na zapotrzebowanie społeczne tak, by morderca nie wyszedł. Jeśli jeszcze realnie grozi, że jednak wyjdzie, bo ktoś się spóźnił opublikować ustawę, to "odpowiedzialni" ludzie muszą to jakoś naprawić. I naprawili.

Mam nadzieję, że ja nic nie ściągam.

piątek, 31 lipca 2015

Czy wy też nas macie za idiotów?

Dzisiaj sąd skazał pedofila Trynkiewicza za posiadanie dziecięcej pornografii, właśnie słucham komentarza: "miał 1300 plików zdjęć pornograficznych" (...), "sąd skazał go także za posługiwanie się nielegalną grą [??], wciąż trwa ustalanie, w jaki sposób Trynkiewicz wszedł w posiadanie treści pornograficznych."

No tak, skazany za morderstwa seksualny zboczeniec dostaje w więzieniu dostęp do niemonitorowanego internetu, z którego ściąga pornografię i piracką grę.

Brzmi bardzo prawdopodobnie. Na pewno dyrektor więzienia i strażnicy będą ryzykowali dostarczanie pornografii (lub dopuszczali do komputera bez nadzoru, niech ściąga sobie, co chce) więźniowi numer jeden w Polsce.

Dzięki wyrokowi dowiedziałem się właśnie, że geniusze zatroskani o to, by Trynkiewicz nie wyszedł na wolność (czy część z nich nie przyczyniła się wcześniej do zniesienia kary śmierci?) z jubilerską precyzją hipopotama oskarżyli go o posiadanie PLIKÓW. No, niechby to były rysunki lub zdjęcia w formie fizycznej, to mógłby ktoś przemycić. Sąd widocznie uznał, że taki akt oskarżenia miał mocne podstawy.

Czy wy nas macie za idiotów? ZB w Polsce ad memoriam


(...)
"Wiceprezes Związku Banków Polskich, Jerzy Bańka powiedział IAR, że instytucja zamówiła dwie ekspertyzy. Przygotował ją profesor Cezary Kosikowski. Według niej, pomysł posłów Platformy Obywatelskiej [chodzi o "przewalutowanie z bonusem", pomysł zbliżony do propozycji pana "mieszkanie dla swoich" Jakubiaka], może ingerować w funkcjonujące umowy, pod kątem naruszenia swobody prowadzenia działalności gospodarczej i wywłaszczenia.

Drugą ekspertyzę przygotowała kancelaria Linklaters. Dotyczy ona umów międzynarodowych i skutków ingerencji państwa w działalność przedsiębiorców zagranicznych. Ingerencja ta, według ekspertyzy może przynieść szkody w działalności. Kancelaria na przykładzie państw Ameryki Południowej wskazuje, że rządy tych państw musiały wypłacić odszkodowania inwestorom zagranicznym."
(...)

No tak, zrozumiałe. A co powiecie na ten temat?

Czy ktoś wypłacił odszkodowanie polskim obywatelom? Stopa ustalona z bankiem w umowie zmienia się z 4 na 40% (tak naprawdę więcej, ewentualna nadwyżka dopisuje się do kapitału)? Wszystko w porządku? Ściągać z ludzi odious debt to można?

Za pychę należy się wam przewalutowanie po kursie wzięcia.
Jeśli parlament może przegłosować coś takiego na niekorzyść klientów, to tym bardziej może i na korzyść.
A może wasza tightly-knit, highly efficient machine sobie jakoś poradzi i z tym?

USTAWA
z dnia 28 grudnia 1989 r.
o uporządkowaniu stosunków kredytowych
Art. 1. 1. Uchyla się:
(...)
2) postanowienia umów kredytowych ustalające oprocentowanie kredytów według stawek stałych i preferencyjnych.
(...)
3. Jeżeli bank nie uzgodni z kredytobiorcą inaczej, do kredytu udzielonego na podstawie umowy, której postanowienia zgodnie z ust. 1 pkt 2 uległy uchyleniu, stosuje się zmienną stawkę oprocentowania.
(...)
Art. 2. 1. Należności banków z tytułu zmienionego, stosownie do przepisów niniejszej ustawy, oprocentowania kredytów za rok 1990 podlegają spłacie w 40 % kwoty odsetek, a w pozostałej części są dopisywane do zadłużenia kredytobiorcy.

sobota, 27 czerwca 2015

Walne Elektrimu 23 czerwca 2015 (opis)

Opis do zapisu walnego.

Pan Prezes pouczał akcjonariuszy, a.k.a, spekulantów, że "cesarz spekulacji" jest i był spółką ryzykowną. Mówił, że jak chcą zdobyć większy wpływ na decyzje, to powinni dokupić akcje. Jego zdaniem akcjonariusze mogli bez straty oddać akcje w wezwaniu. Na wiele pytań odpowiadał: proszę przeczytać w sprawozdaniach finansowych. Na różne pytania odpowiadał w stylu: "ale o co chodzi" (np. gdy pytano o pożyczkę udzieloną przez Elektrim a potem akcjonariusz uściślił, że przez Elektrim Megadex)? Mam wrażenie, że to maniera taka jak cedzone wypowiedzi o PAK 2 lata temu - żeby żonglując słowami nie przyznać, że PAK nie ma w grupie Elektrim. Wtedy to pan prezes umiejętnie mówił o stanie na koniec poprzedniego roku a nie na dzień walnego i raz o spółce Elektrim a raz o grupie. Czasem, np. w kwestii planów, odpowiadał: sami siebie się państwo pytajcie, to wy jesteście akcjonariuszami. Słabe.

Pan Modrzejewski zrobił wrażenie precyzyjnego i grzecznego. Raz zapomniał głosować nad zatwierdzeniem sprawozdania jednostkowego, po nerwowej dyskusji akcjonariuszy z prezesem (przeszło głosami mniejszościowych, którzy potem przy innych uchwałach kilkakrotnie głośno krzyczeli do p. M w stylu "niech Pan wciśnie enter"). Nie wiem, jak to oceniać pod kątem prawnym, ale zamieszał trochę z uchwałami o odwołanie prezesa i zobowiązaniu do powrotu na giełdę. Pierwszą bez dyskusji dodał jako 9k do planu walnego. Jak podniesiono kwestię drugiej, to odmówił dodania (moim zdaniem oczywiście słusznie) ze względu na to, że zmiany w porządku można wprowadzać tylko na 21 dni przed walnym. Po burzliwej dyskusji de facto wycofał się z obu decyzji i zadysponował przegłosowanie obu wniosków. W głosowaniu, w imieniu Bithell był przeciwko obu uchwałom o rozszerzeniu porządku i przekonująco wytłumaczył się, że to dlatego, że taki zmieniony porządek byłby niezgodny z KSH - ale wtedy czemu początkowo dodał odwołanie prezesa jako punkt 9k? Pan Modrzejewski temperował dyskusję, która czasami przeradzała się w wygłaszanie ogólnych niekonkretnych wypowiedzi (czy w takim razie ktoś składa jakiś wniosek?) lub przekrzykiwanie się (to nie targ!).

Kilka spostrzeżeń:

- pan prezes pośrednio przyznał, że PAK poszedł do Polsat Media BV w zamian za pożyczkę na 32 mln euro. Tłumaczył to tym, że nie było pieniędzy, groziła kara za niespełnienie zobowiązań prywatyzacyjnych a pan Solorz pojawił się z ratunkowym finansowaniem, dlatego wg niego nadmiernym uproszczeniem jest przedstawianie sytuacji jako: za 32 mln euro poszedł pakiet PAK warty kilkaset milionów złotych.
- w 2013 roku mówił, że nie opłaca się odkupować PAK a w ostatnio odkupił w cenie wyższej niż była na rynku wcześniej. Tłumaczył to tym, że wcześniej nie było możliwości (funduszy) i trzeba się było na coś zdecydować.
- dopiero w 2015 roku pełnomocnik Elektrimu dowiedział się od likwidatora Elektrim Finance BV, że spółka ta, nic nie mająca, została zlikwidowana już w 2011 roku.
- PAK nie był konsolidowany, gdyż został kupiony w grudniu i nie zdążono by przygotować pakietów konsolidacyjnych na cele grupy Elektrim. W porozumieniu z audytorem użyto fortelu, by nie konsolidować. [użycie słowa fortel znamionuje coś, co ma być tylko pretekstem a sprawozdanie finansowe powinno być true and fair, choć nie mam więcej danych, to na podstawie tych słów uznałbym, że istnieje podejrzenie, iż opinia do sprawozdania finansowego powinna być z zastrzeżeniem lub odmowa opinii. Jednakże pan prezes nie jest księgowym i może tylko użył niewłaściwych słów, oprócz analizy językowej wypowiedzi prezesa nie mam żadnych innych przesłanek, że ujęcie nie było poprawne.]
- pan Janusz Kaliszyk (jego pełnomocniczka) + pan Grzegorz Sobierajski tradycyjnie zgłaszali propozycje po linii GA (kandydatura przewodniczącego WZA, kandydatury członków RN+ich wynagrodzenie).
- Elektrim wróci jak nie będzie żadnych istotnych sporów z fiskusem. Sprawy przed NSA nie przyspiesza, bo Elektrim wygrał a zatem nie ma powodu przyspieszać. Ta argumentacja była konsekwentna, choć nikt nie wierzył, że ma sens. Pan prezes poinformował, że Izba wciąż ma zabezpieczenia na majątku Elektrimu, rezerwa na sprawę nie jest rozwiązana (bo nie ma prawomocnego uchylenia). Na pytanie, czy spory z fiskusem to tylko pretekst i chodzi o podział majątku GA z żoną pan prezes odpowiedział: mnie pytacie? Po usłyszeniu argumentu od akcjonariusza, że sprawy przyspieszane trwają 7 miesięcy a pozostałe do 3 lat powtórzył wcześniejszą argumentację.
- pan prezes decyzję ws. zakupu MSX miał (poprzednie walne) podjąć jednoosobowo i bez analiz. Powtórzono to pośrednio i na tym walnym (argumentacja: mała kwota, sprawa nieważna) Obecnie jednak pan Krzysztof Pawelec (v-przewodniczący RN) i prezes twierdzą, że, choć nie pamiętają na pewno, rada "chyba" zatwierdzała zakup a jeśli zatwierdzała, to musiały być dołączone analizy zarządu.
- Decyzja o zakupie MSX była zdaniem prezesa dobra, "zrealizowaliśmy cele", długoterminowo ta inwestycja będzie dobra (komentarz z sali: nos się Panu wydłużył). Elektrim kupił "3 miliony za 10 tysięcy". Prezes uważa, choć nie wie na pewno, że upadłość MSX jest po to, żeby uchylić się od zobowiązań z zawartych umów.
- prezes dostrzega, że akcjonariusze mają zastrzeżenia do polityki informacyjnej Elektrimu.
- LA zgłosił wniosek o wynagrodzenie dla p. przewodniczącego RN w wysokości 1 zł miesięcznie do czasu wprowadzenia Elektrimu na giełdę. Dla v-przewodniczącego inny akcjonariusz zaproponował 1 gr / m-c. Maciej Niebrzydowski chciał dać 80 tys. / m-c dla członka, 90 dla wice- i 100 dla przewodniczącego. Zapytany przez salę prezes, czy Elektrim stać na takie wynagrodzenia, odpowiedział, że na 3 tys. / członka (propozycja G. Sobierajskiego) stać, na 80 tys. / członka - nie, gdyż wtedy sami członkowie RN dostaną rocznie pieniądze w wysokości podstawowych przychodów z działalności spółki Elektrim.
- zdaniem prezesa Elektrim stać na wypłatę dywidendy 0,10 zł/akcję, ale 0,22 zł/akcję już nie.
- [plotka] p. Niebrzydowskiemu prawdopodobnie Bank Spółdzielczy w Skierniewicach zabrał akcje Elektrimu za długi. Na WZA zarejestrował się ww. bank z 65.000 akcjami.
- z ciekawych uczestników na WZA oprócz BS Skierniewice był też Highwood Partners (dawniej reprezentował obligatariuszy), przy głosowaniu uchwały o rozszerzenie porządku obrad o zobowiązanie zarządu do powrotu na GPW przeciw był tylko Bithell+Highwood+Janusz Kaliszyk (lub zamiast JK jeden inny akcjonariusz, który miał też 5 głosów).
- Higwood, Equinto, BS Skierniewice, New Star Emerging Markets Fund nie zabierali głosu (chyba, że były to głosy osób, które się nie przedstawiły i ich nie znam).
- prezes ciekawie podkreślił, że wyroki sądów nie są pewne, "w szczególności w NSA". I dare not speak, co to implikuje lub zdaje się implikować...

piątek, 26 czerwca 2015

Podsłuchy w Polsce

Polecam wywiad wywiad z Milanem Ziką. Jakby ktoś jeszcze miał wątpliwości, czy podsłuchiwani jesteśmy wtedy, gdy jesteśmy konkretnie wytypowani przez organy, czy może zawsze:

"Myślę, że jesteśmy bardzo blisko celu. Udaje nam się zbadać przyczynę  praktycznie każdego zerwanego połączenia, każdego nieudanego zestawienia połączenia. Wdrożony system Big Data pozwala nam analizować, czy  użytkownik skutecznie  nawiązał połączenie czy nie. Na podstawie analizy statystycznej jego zachowania, w tym długości połączenia, które zwykle trwa kilka-kilkanaście minut. Przy głuchym połączeniu zachowanie jest inne: klient powtarza  dwa razy „halo", jeśli nie uzyska odpowiedzi  naciska guzik rozłączenia i próbuje jeszcze raz (podkr. moje)".

A skąd wiecie, czy klient mówi "halo", czy analiza statystyczna to wychwytuje?

Kolejny geniusz po Ryszardzie Rembiszewskim, który powiedział, że totalizator planuje na święta kumulację.

wtorek, 23 czerwca 2015

Walne Elektrimu 23 czerwca 2015

Zapis z walnego, jak to sobie zanotowałem. 


Poszczególne wypowiedzi mogą być niedokładnie zacytowane/opowiedziane, ale zachowany jest sens. Notowałem na bieżąco.

[zmienione 27.06, 1) dodany fragment o lesie w Bornym Sulinowie, 2) po uwagach AKC, wypowiedź o obowiązku uwzględnienia/przegłosowania wniosku i fragment o prokuraturze]

Dramatis personae:

JM - Jerzy Modrzejewski, prawnik obsługujący walne Elektrimu i innych spółek ZSŻ
DW - podobnie jak wyżej, "dyżurny" notariusz spółek ZSŻ
WP - Wojciech Piskorz, prezes ELE
KP - Krzysztof Pawelec, wiceprezes RN Ele
MN - Maciej Niebrzydowski - znany inwestor giełdowy, pełnomocnik swojej matki Elżbiety Sjöblom na WZA
JK - Janusz Kaliszyk, związany w przeszłości zawodowo z ELE, PTC, obecnie m. in. w PLK (na WZA pani pełnomocnik)
GS - Grzegorz Sobierajski - akcjonariusz, który na tym i wszystkich walnych, na których byłem proponował (wymiennie z JK) "właściwe" uchwały (JM na przewodniczącego WZA, określenie ilości członków RN, podanie kandydatur do RN, określenie wynagrodzenia członków RN)
AKC1 - znany mi z imienia i nazwiska akcjonariusz (sam rozpozna swoje wypowiedzi a nie wiem, czy chce być ujawniany), siedział obok AKC2
AKC2 - jw.
AKC3 - jw., siedział obok AKC4
AKC4 - jw.
AKC5 - jw.
AKC6 - jw.
AKC7 - jw.
AKC? - różni nieznani mi akcjonariusze

Na liście akcjonariuszy jest 37, z 70.472.953 akcjami (84,13%), stawia się 30, GA ma 65.691.802 (dokładna liczba o tyle istotna, że można przeanalizować, kto jak głosował w niektórych głosowaniach). Highwood Partners (kiedyś reprezentował obligatariuszy w postępowaniach p-ko Elektrimowi) ma 1100 akcji.

11:15 KP otwiera walne

GS proponuje JM na przewodniczącego WZA:
Za/Przeciw/Wstrzymuję się: 70.183.410 / 57.791 / 26.001

JM: proponuję odstąpienie od powoływania komisji skrutacyjnej, głosowanie jest elektroniczne:
Za: 70.257.869

JM: proponuję zatwierdzenie porządku obrad.
MN: czy to obejmuje moje propozycje dotyczące podziału zysku i członka RN?
JM: tak, to są propozycje w ramach porządku, samego porządku nie trzeba zmieniać.
AKC1: zanim przegłosujemy porządek, chcę do niego dodać punkt: odwołanie prezesa zarządu,
JM: dobrze, będzie to punkt 9k
AKC1+AKC2: dodać do porządku obrad zobowiązanie zarządu do powrotu na GPW, nie jakieś tam upoważnienie. AKC5 do sali: to może lepiej ładnie poprosimy (ironia)?
JM: chwileczkę (wertuje KSH). Zgodnie z par. (....) nie mogę uwzględnić wniosku, zmiana porządku obrad możliwa jest w wypadku wniosku uprawnionych akcjonariuszy (1/20 kapitału) na 21 dni przed WZA, wniosek jest niezgodny z bezwzględnie obowiązującymi przepisami KSH. Można by go uwzględnić tylko, jeśli na WZA byłoby obecnych 100% głosów i nie byłoby sprzeciwu.
JM i AKC3 wyjaśniają, że to ma na celu ochronę mniejszościowych; żeby nie można było nowych rzeczy dodać do porządku na WZA, bo gdyby wiedzieli wcześniej o nowym porządku to mogliby chcieć przyjść na walne.
AKC4 do JM: uważam, że na wniosek akcjonariuszy mających 5% i wysłany odpowiednio wcześnie zarząd ma obowiązek wprowadzić nowy punkt do porządku obrad, natomiast na Walnym każdy akcjonariusz ma prawo zaproponować głosowanie uchwały. To Walne, jako najwyższy organ spółki, podejmuje decyzje w sprawach takiego wniosku, a nie Zarząd, czy Przewodniczący. Proszę przemyśleć to z uwagi na możliwe późniejsze konsekwencje blokowania głosowania nad propozycją uchwały.
AKC?: nie kontynuujmy, możemy zwołać nowe walne nadzwyczajne i przegłosować taką uchwałę.
AKC2: to może p. Niebrzydowski mógłby zgłosić wniosek o NWZ z porządkiem: uchwała zobowiązująca zarząd do powrotu na giełdę?
JM: to już panowie ustalcie między sobą, akcjonariusze reprezentujący 1/20 kapitału mogą składać wnioski o walne z zaproponowanym przez siebie porządkiem, teraz będzie walne z takim porządkiem, jak jest.
Dalsza dyskusja, do tej pory JM zatwierdził (jak wyżej) dodanie odwołania prezesa do porządku obrad w punkcie 9k i odmówił wzięcia pod uwagę drugiego wniosku. Teraz zmienia zdanie (nie komentuje wolty) i zarządza przegłosowania wniosku o odwołanie:
161.109 / 65.727.760 / 4.375.000
i o zobowiązanie zarządu do powrotu. JM dyktuje DW treść wniosku i upewnia się, czy wniosek składa AKC1 czy AKC2 (AKC2 do AKC1: to Ty złóż). Potem prosi o sprecyzowanie treści wniosku, staje na "zobowiązanie zarządu do decyzji o powrocie na ..." i tu dywagacje, gdzie ma wrócić, komentarze z sali: "na giełdę rolną", "byle nie na giełdę w Mongolii", AKC1: na Giełdę Papierów Wartościowych (ktoś z sali: "gdzie?")... w Warszawie.
168.962 / 65.692.907 / 4.398.000, z arytmetyki wynika, że przeciw był GA+1105 akcji a 1105 mogło być możliwe tylko w konfiguracji Highwood Partners+JK lub HP+inny akcjonariusz (jeden).

JM zarządza przegłosowanie porządku obrad (w wersji oryginalnej):
70.114.866 / 53.124 / 93.202

JM: przechodzimy do punktu zatwierdzenie sprawozdania finansowego i sprawozdania zarządu z działalności. Czy pan prezes chce coś powiedzieć? Oddaję głos.
WP: widzę, że mniejszości są bardzo niezadowoleni z polityki informacyjnej Elektrimu. Co mogę powiedzieć? Wszystko jest w sprawozdaniu, sprawozdanie jest bardzo dokładne, audytorem był Ernst & Young. Zarobiliśmy 480 mln netto, wygraliśmy sprawę podatku przed WSA, niestety izba złożyła skargę kasacyjną.
MN (przerywa): właśnie, to dlaczego nie ma wniosku o przyspieszenie?
WP: wygraliśmy i ja nie widzę powodu, żeby przyspieszać, co innego, gdybyśmy przegrali. Czemu Pan (do MN) zakłada, że wyroki sądowe, szczególnie NSA, są pewne w Polsce?
AKC3 zwraca uwagę, że obecnie trwa kontrola dotycząca roku 2011.
AKC?: skoro powrót na giełdę zależy od rozstrzygnięcia sporu, to należy złożyć wniosek o przyspieszenie i powrót będzie szybszy.
WP: ja nie chcę dyskutować, czemu nie składałem wniosku o przyspieszenie, powrót będzie wtedy, kiedy nie będzie sporów z fiskusem, także dotyczących przyszłych kontroli.
AKC1: no właśnie, Pan podał, że jest kolejna kontrola w Elektrimie.
WP: nie, to Pan teraz podał.
AKC1: o tym jest w sprawozdaniu, które Pan podpisał.
AKC4: należy złożyć wniosek o przyspieszenie sprawy przed NSA, bo to likwiduje niepewność, chce mieć Pan niepewność dłużej, czy krócej?
WP: ale to niczego nie zmienia, bo nie wiemy, co zrobi sąd.
AKC4: to nie chce Pan szybciej usunąć wątpliwości?
AKC3: na GPW jest dużo spółek, które mają spory z fiskusem, są zakładane rezerwy i rynek wycenia ryzyko, czemu zatem spór oznacza, że Elektrim nie wróci?
WP: jak będzie istotny spór z fiskusem, to ja nie chcę, żeby Elektrim był na giełdzie, bo może się z tego powodu diametralnie zmienić działalność całej firmy. [teraz WP do AKC1] Skoro zainwestował Pan w cesarza spekulacji, to brał Pan pod uwagę ryzyko. Teraz składa Pan wnioski, ale nie ma Pan udziału w kapitale, żeby zmienić prezesa, przegłosować dywidendę.
AKC4: nie powinien Pan pouczać akcjonariuszy. Tak w ogóle to jest Pan dobrym prezesem, dobrze Pan robi, to, co Panu każe główny udziałowiec.
AKC3: czy ma Pan na względzie dobro wszystkich akcjonariuszy a nie tylko największego?
WP: mam na względzie dobro całej firmy, to jest moja odpowiedzialność.
AKC4: gdyby jeszcze Pan nie przyspieszał wniosku w sytuacji, gdy Urząd Skarbowy zablokował pieniądze na koncie, to bym jeszcze rozumiał, wtedy lecą odsetki 8-9% za okres przetrzymania a tak, to decyzja o niewystępowaniu o przyspieszenie jest bez sensu.
WP: nie zgadzam się.
MN: czy jak będą nowe spory, może w 2018 będzie kontrola za 2015, to nie wracamy na giełdę?
WP: jak będą istotne spory, to nie wracamy na giełdę.
AKC3: obiecywał Pan i mogę to zacytować: [nie pamiętam dokładnego cytatu, AKC3 czytał] po tym jak będziemy mieli sprawozdanie za rok 2012, to będziemy mogli już wchodzić na giełdę, dajcie mi pracować.
MN: teraz jest kontrola, jaka jest kwota?
WP: o co chodzi? Jaka kwota?
MN: kwota decyzji.
WP: nie ma decyzji kontrola zostało ostatnio przedłużona o 3 miesiące, co 3 miesiące jest przedłużana o 3 miesiące.
AKC?: Czy mogę dostać uzyskać wniosek Izby Skarbowej?
WP: Ale jaki wniosek? To nie my składaliśmy.
AKC?: To czy mogę uzyskać wniosek, który złożyła Izba?
WP: Proszę napisać do nas wniosek, rozpatrzymy.
AKC? [inny]: Panie Prezesie, pan dobrze wie, że sprawy w NSA, gdzie złożono wniosek o przyspieszenie zajmują 7 miesięcy a jak nie złożono, to nawet 3 lata, to Pan sam zdecydował, że będzie dłużej.
WP: już odpowiedziałem.
AKC? [inny]: chcemy znać majątek Elektrimu.
WP: sprawozdanie finansowe, kapitał własny, proszę zajrzeć.
AKC4: to czemu nie ma przyspieszenia? To tylko pretekst, będzie inna kontrola albo coś innego. Chodzi o sprawę rozwodową pana Solorza.
WP: mnie Pan pyta? Proszę spytać większościowego akcjonariusza.
AKC?: czemu w sprawozdaniu jest rezerwa na decyzję podatkową za rok 2006, przecież w WSA prawomocnie wygraliśmy.
WP: nie, to nie jest prawomocne, i Izba nie zwolniła zabezpieczeń, w tym na udziałach w spółkach.
AKC2: [jakieś pytanie o MSX]
WP: sprawozdanie, rok 2013 i 2014, zaraz przeczytam: inwestycje długoterminowe, długoterminowe aktywa finansowe, udziały w pozostałych jednostkach 27 tysięcy i 37 tysięcy zero-zero-siedem, 27 tysięcy to jest Tower Service, 37.007 to Tower Service i MSX, kupiliśmy 3 miliony za 10 tysięcy [jakiś skrót myślowy, nie zrozumiałem, czy 3 miliony to ówczesna wartość giełdowa?], dalsze dyskusje są niepotrzebne.
AKC3: jaki był wynik finansowy na inwestycji?
WP: było czytać sprawozdania?
AKC3: niech Pan odpowie, jaki był wynik.
WP: osiągnęliśmy cele [wesołość na sali, uwaga o likwidacji]. Moim zdaniem, powtarzam moim zdaniem, bo nie wiem na pewno, oni poszli w upadłość likwidacyjną, bo chcieli wykręcić się z zawartych umów. Długoterminowo MSX będzie dobrą inwestycją.
AKC4: jakie były procedury, na poprzednim walnym powiedział Pan, że podjął decyzję jednoosobowo, bez analiz a przy zakupie PAK chodziło o większe kwoty i tu jest moja obawa. Jak wyglądają procedury, czy ktoś od pana Piotra głównego akcjonariusza dzwoni i mówi: proszę odkupić za taką kwotę i Pan to robi?
WP: Pan sugeruje jakieś scenariusze nieprawdziwe a nie zadaje pytania.
AKC4: Nie, ja nie mówię, że tak było, ja się obawiam o to, czy są odpowiednie procedury.
WP: MSX to była mała inwestycja, 3 miliony, przy PAK to było więcej, były analizy. Zresztą to Polsat Media wykonywał opcję, więc trzeba ich pytać o analizy.
AKC4: ja się nie pytam o Polsat Media, tylko o odkup przez Elektrim, jakie są procedury?
WP: no wie Pan, takie jak w spółkach kapitałowych.
AKC?: czy coś w rodzaju, że przy mniejszych sprawach decyduje Pan, przy większych zgoda rady?
WP: dokładnie coś tego rodzaju.
AKC3: PAK jest w aktywach krótkoterminowych, czy chcecie to sprzedać?
WP: PAK kupiliśmy w grudniu i oni by nie zdążyli dać pakietu konsolidacyjnego w formacie wymaganym przez Elektrim. Użyliśmy fortelu, zresztą w porozumieniu z audytorem, żeby nie konsolidować PAK.
AKC3: na podstawie artykułu 57 nie jest konsolidowany Elektrim Finance BV, w którym Elektrim ma 100%. Artykuł ten mówi o ograniczeniu w dysponowaniu zyskami, jakie to ograniczenia [tu był dłuższy wywód]?
WP: Szanowny Panie, właściwie niepotrzebny ten długi wywód, sprawa jest prosta. Elektrim Finance był przygotowywany do upadłości, od 2011 roku tam już nic nie było. W 2015 dopiero dowiedzieliśmy się od naszego pełnomocnika, który zwrócił się w tej sprawie do likwidatora, że w 2011 spółkę zlikwidowano. Tam już nic nie było a gdyby było, to trafiłoby do Elektrimu.
AKC4: kupiliśmy PAK, korzystając z prawa do odkupu, a jaka była podstawa przeniesienia PAK do Polsat Media?
WP: umowa pomiędzy Embudem a Polsat Media.
AKC4: a nie Inwestycjami Polskimi?
WP: może, nie pamiętam.
AKC4: w 2011 było 525 mln złotych straty związanej z PAK, który oddaliśmy za 40 milionów dolarów pożyczki... WP 30 milionów euro. AKC4: ... mi się zdaje, że 40 milionów dolarów, rozumiałem, że umowa z Inwestycjami Polskimi była zabezpieczeniem przed przejęciem [w domyśle przez obligatariuszy]... WP: dobrze Pan myślał. AKC4: ... na żądanie pana Syski [syndyk w postępowaniu upadłościowym] nastąpiło przeniesienie z powrotem... a teraz na końcu nie ma równowagi pomiędzy utratą PAK a pożyczką.
WP: umowa prywatyzacyjna z 1999 roku, groziło wg niej 1,2 mld złotych odszkodowania za niezrealizowanie zobowiązań, pan Solorz pożyczył wówczas pieniądze, bo w grupie Elektrim pieniędzy nie było a jak były to na pewno nie na to.
AKC4: pożyczki 40 milionów dolarów... WP: 32 miliony euro. AKC4: ... dobrze to mniej więcej 40 milionów dolarów odkupione zostały kosztem 900 milionów złotych [skrót myślowy, chyba chodzi o wartość bilansową przeniesionych udziałów PAK]. W 2005 Embud trafił do Inwestycji Polskich za niespłacenie pożyczki, która wówczas nawet nie była jeszcze wymagalna!
JM: nie zadawajmy pytań o historię, teraz rozliczamy zarząd z 2014 roku.
AKC4: mam prawo pytać, w 2014 roku odkupiliśmy PAK, to się wiąże.
WP: proszę nie pytać, bo ja wszystkiego nie wiem, nie pamiętam w tym momencie.
AKC4: z mojego punktu widzenia Elektrim stracił kilkaset milionów złotych.
WP: przyjmuję, że tak Pan uważa.
AKC4: [jeszcze raz opisał ciąg transakcji], wychodzi stąd taka [kilkaset mln] strata.
WP: prokuratura badała z zawiadomienia Vivendi i nie dopatrzyła się przestępstw.
AKC4: prokuratura nie mogła stwierdzić działania na szkodę spółki, skoro wtedy jeszcze nie miało miejsca odkupienie. W umowie mogło to być sformułowane bez szkody dla Elektrimu. Skoro jednak odkupienie nastąpiło i to nie po cenie pożyczki z odsetkami, tylko po cenie wyższej niż rynkowa na 31 grudnia 2014 roku, to teraz można mówić o szkodzie dla Elektrimu.
WP: zapewniam Pana, że prokuratura dokładnie zbadała.
AKC?: czemu Elektrim kupił MSX? Uważam, że nie chcieliście zainwestować a pokazać, że Elektrim inwestuje [w domyśle: by nagonić rynek na kupno].
WP: kupiliśmy, żeby zarobić.
AKC? (inny): teraz to się Panu nos wydłużył.
AKC? (inny): czy Elektrim uzyskał zwrot pożyczki?
WP: jakiej pożyczki? Elektrim nic nie pożyczał.
AKC?: spółka z grupy, chyba Elektrim Megadex pożyczała.
WP: otrzymaliśmy zwrot części pożyczki. W MSX będziemy długoterminowym akcjonariuszem.
AKC5: Panie prezesie, dwa lata temu mówił Pan, że nie opłaca się odkupować PAK. Była opcja odkupu, ale mówił Pan, że nie ma ona wartości bilansowej. Cena była wtedy chyba 25 złotych, z uwzględnieniem opcji nie wiem, może byłoby jeszcze taniej kupić. Teraz Elektrim odkupił PAK po cenie 28 złotych?
WP: znowu jakieś dywagacje i hipotetyczne warianty, wtedy była inna sytuacja a gdyby nie była taka...
AKC5: czy mam rozumieć, że wtedy PAK nie został odkupiony bo nie starczyłoby środków finansowych a teraz były i dlatego został teraz odkupiony?
WP: tak,
AKC?: co z karą za wycięcie lasu w Bornym Sulinowie? [ktoś dorzuca] Czy to Pan wyciął?
WP: czy naprawdę chcemy o tym rozmawiać?

AKC? czy były jakieś rozmowy o sprzedaży Portów Praskich?
WP: Porty zawsze mogą być na sprzedaż jak ktoś zaoferuje dobrą cenę, ale nie było sensownych ofert, nie było rozmów [kilka osób głośno komentuje artykuł o Saudyjczykach, pada pytanie, czy oni niczego nie proponowali]. Trzeba by zapytać Saudyjczyków, ja nic o tym nie wiem, nie składali ofert.
MN do KP: czy rada nadzorcza wyrażała zgodę na zakup MSX?
KP: nie wiem, nie pamiętam, tak jak powiedział pan prezes, to była mała kwota, 3 miliony, pewnie była zgoda.
MN: a czym się rada kierowała?
KP: jeśli była zgoda, to musiał być wniosek zarządu z umotywowaniem.
WP: wnioski zarządu są zawsze umotywowane.
AKC? czy była jakaś sugestia Komisji Nadzoru Finansowego, że to było celowe?
WP: nie, nie było niczego takiego.
AKC3: w sprawozdaniu jest napisane [cytuje sprawozdanie, ja powtarzam mniej więcej dokładnie], że perspektywy rozwojowe są zależne od perspektyw właścicielskich, jakie są cele sformułowane przez właścicieli?
WP, KP: sami siebie się Państwo pytajcie, to wy decydujecie, wy jesteście właścicielami
AKC4: czy główny akcjonariusz przekazywał wytyczne? [chyba pozostało bez odpowiedzi]
AKC4: kto przejął zobowiązania PAI Media wynikające z wezwania [na akcje, przy wycofywaniu Elektrimu z giełdy]?
WP: nie wiem.
AKC?: do kogo było kierowane pismo w sprawie warunków powrotu na giełdę?
WP: do Komisji Nadzoru Finansowego.
AKC?: ale do kogo konkretnie?
WP: do nikogo, do Komisji ogólnie.
AKC?: a kto odpowiedział?
WP: nie pamiętam, chyba dyrektor departamentu.
Koniec dyskusji [w którymś jej miejscu któryś z akcjonariuszy wyraża zniecierpliwienie i pyta się, kiedy on będzie mógł sprzedać akcje, bo ma już 76 lat, odpowiedź WP: można sprzedać na umowę cywilno-prawną w biurze maklerskim], JM zarządza głosowanie nad zatwierdzeniem jednostkowego sprawozdania finansowego i sprawozdania zarządu z działalności spółki Elektrim:

4.407.463 /154.017 /8.920

[JM czyta wyniki ze zdziwieniem w głosie] Pan z obsługi technicznej do JM: Pan nie zagłosował [Uchwała przeszła głosami mniejszościowych, powszechna wesołość na sali, uwagi w stylu "dobrze, że przez to prezes nie stracił roboty". W dalszej części walnego jeszcze kilka razy akcjonariusze "dopilnowują" wesołkowato, żeby JM "wcisnął Enter"]. AKC3 i 4 oświadczają, że głosowali przeciwko i żądają odnotowania tego w protokole.

JM zarządza głosowanie nad zatwierdzeniem skonsolidowanego sprawozdania finansowego i sprawozdania zarządu z działalności grupy Elektrim:

70.103.195 / 152.347 / 4.990, AKC3 i 4 zgłaszają sprzeciw do protokołu.

JM zarządza głosowanie nad zatwierdzeniem sprawozdania rady nadzorczej:

70.104.195 / 154.017 / 4.990, AKC3 i 4 zgłaszają sprzeciw do protokołu.
JM: przechodzimy do uchwały o podziale zysku. Jest propozycja zarządu przeznaczenia całości zysku na pokrycie straty z lat ubiegłych i propozycja uprawnionych akcjonariuszy, by przeznaczyć na dywidendę 8.377.029,70 złotych i resztę na pokrycie straty, dniem dywidendy będzie dzień podjęcia uchwały a wypłata będzie 20 sierpnia. Będziemy głosować najpierw propozycję dalej idącą. Oddaję głos prezesowi.
WP: jest propozycja zarządu. To wola walnego, żeby uchwalić dywidendę i ja zrealizuję taką uchwałę, jaka będzie.
MN [z lekką kpiną w głosie]: panie prezesie, ale jakie są możliwości finansowe, czy Elektrim może wypłacić dywidendę, bo ja nie chcę, żeby zbankrutował.
WP: da się.
AKC?: przecież Pan mówił, że na kontach jest 2 miliony.
WP: nie, ja nie mówiłem, to na 31 grudnia było 2 miliony.
JM: tylko taka uwaga, dzień dywidendy to nie może być dziś, musi być co najmniej plus pięć dni, uwzględniając robocze, może najlepiej za 10 dni.
AKC?: Panie prezesie, to ile dywidendy może być?
WP: to Państwo ustalacie.
AKC?: ostatnio dywidenda była wypłacana w 1998 roku, 22 grosze na akcję, to teraz można by wreszcie wypłacić.
WP: no właśnie, teraz będą zmiany. A 22 grosze to byłoby za dużo, nie stać nas na tyle.
[sala głośno komentuje różne poziomy dywidendy, to może 20 groszy, 22 grosze, złotówka] JM: Panowie nie jesteśmy na targu, czy jest jakiś wniosek od uprawnionych akcjonariuszy [milczenie]?
JM: proszę Pana [do MN], czy zgodzi się Pan, na 3 lipca jako dzień dywidendy? Bo musimy poinformować odpowiednie organy, są procedury. WP: trzeba jeszcze, sprawdzić, czy to nie niedziela. DW: to piątek.
MN: tak, zgadzam się.

JM zarządza głosowanie nad podziałem zysku 0,10 na dywidendę, reszta na pokrycie straty [akcjonariusze głośno zwracają się do JM: niech Pan zagłosuje, niech Pan właściwie zagłosuje; JM odpowiada: ja mam wolną wolę i z niej skorzystam]:

70.256.422 / 2.670 / 1.100

AKC6: opijmy to [z sarkazmem, wznosi toast wodą mineralną]!
AKC5: Panie Przewodniczący, podważenie sprawozdania może mieć wpływ na wypłatę dywidendy.
JM: tak, jeśli będzie skuteczne, to może.

JM zarządza głosowanie nad absolutorium dla prezesa. Zanim ma to miejsce, AKC? zadaje pytanie: Panie Prezesie, mamy głosować nad absolutorium, proszę powiedzieć, o ile procent wzrosła wartość spółki od czasu jak Pan został zatrudniony?
WP: to wynika ze sprawozdania.
AKC? [inny]: od tego czasu strata to 2 miliardy, głównie wynikające z ugody.
AKC? [ten poprzedni] o ile wzrosła wartość Elektrimu?
WP: ale od kiedy liczymy?
AKC?: od początku Pańskiego zatrudnienia.
WP: nie wiem, policzmy kapitały własne w sprawozdaniach.

Dalej głosowanie [z sali: panie mecenasie, proszę nacisnąć Enter!]:

70.103.195 / 141.637 /17.370; JM gratuluje WP

JM zarządza głosowanie nad absolutorium dla Iwony Tabakiernik-Wysłockiej:
70.101.695 / 149.007 / 11.500; JM do WP: proszę przekazać gratulacje. WP: na pewno przekażę.
JM zarządza głosowanie nad absolutorium dla Zygmunta Solorza-Żaka [konsekwentna maniera JM: "dla Solorz-Żak", bez uwzględnienia odmian nazwisk męskich w języku polskim, tylko w przypadku tego jednego pana]:
70.106.195 / 112.886 / 0
AKC4: zgłaszam sprzeciw i proszę o jego zaprotokołowanie i wpisanie, że to za sprzeniewierzenie się przez pana Solorza słowom o powrocie na giełdę. Ponadto główny akcjonariusz głosował przeciwko uchwale o powrocie na giełdę. AKC3: ja tak samo.
JM: Panowie, ja chciałem skomentować... albo nie, nie skomentuję.
AKC?: niech pan skomentuje.
JM: oddałem w imieniu głównego akcjonariusza głos przeciwko, gdyż nie można zmieniać porządku obrad, byłoby to bezwzględnie niezgodne z KSH.
AKC?: ale czy jest Pan za, czy przeciw uchwale?
JM: ja tego nie komentuję, powodem, dla którego oddałem głos przeciw były względy prawne.
DW: treść sprzeciwu nie będzie uwzględniona, do protokołu wpisuje się fakt sprzeciwu a powód tu już Pan przedstawił wszystkim.

JM zarządza po kolei głosowania dalszych absolutoriów, brak dyskusji.

Krzysztof Pawelec: 70.103.695 / 58.795 / 99.712
Józef Birka: 70.097.765 / 151.007 / 9.500
Andrzej Papis: 70.106.695 / 80.795 / 9.500
Norbert Walkiewicz: 70.106.695 / 130.997 / 9.500

JM: przechodzimy do wyboru rady nadzorczej, czy są propozycje co do liczby członków?
JK: składam wniosek, żeby rada liczyła 5 członków.
MN: składam wniosek, żeby rada liczyła 6 członków.
 JM: będziemy głosowali najpierw wniosek dalej idący:

6 osób: 4.527.364 / 65.714.837 / 1
5 osób: 65.725.305 / 117.896 / 4.396.991

JM: do spółki wpłynęło pismo uprawnionych akcjonariuszy z kandydaturą pana Bartosza Znojkiewicza, który wyraził zgodę na kandydowanie, czy są jakieś inne propozycje?
JK: proponuję te same osoby, które dotychczas sprawowały funkcję.
AKC7: proponuję [dane AKC7]
JM: dobrze, przechodzimy do głosowania.
AKC7: kandydatów, oprócz Pana Pawelca, nie ma na sali, są potrzebne ich zgody rejentalne.
JM: zgoda pana Znojkiewicza była dołączona do wniosku akcjonariusza. Zgody pozostałych są w dokumentach.
WP, JM: są zgody, nie muszą być notarialne.
JM: czy Pan [AKC7] zgadza się na kandydowanie?
AKC7: tak, zgadzam się.
JM do KP: czy zgadza się Pan na kandydowanie?
KP: tak.

JM zarządził głosowanie wg alfabetu:

AKC7: 117.037 / 65.715.877 / 4.409.288
Józef Birka: 65.693.907 / 127.017 / 4.419.278
Andrzej Papis: 65.693.907 / 124.014 / 4.422.611 [z arytmetyki i logiki wynika, podobnie jak wyżej dla głosowania ws. powrotu na giełdę, że na panów Birkę i Papisa głosowali wyłącznie: na pewno Bithell+Highwood i najprawdopodobniej GS+JK]
Krzysztof Pawelec: 65.713.907 / 56.805 / 4.469.490 [JM składa gratulacje]
Zygmunt Solorz-Żak: 65.743.712 / 136.707 / 4.386.783
Norbert Walkiewicz: 65.741.212 / 129.717 / 4.391.273
Bartosz Znojkiewicz: 4.476.579 / 65.706.577 / 79.036

JM: przechodzimy do wyboru przewodniczącego i wiceprzewodniczącego rady nadzorczej.
JK: zgłaszam kandydaturę Zygmunta Solorza-Żaka na przewodniczącego i Krzysztofa Pawelca na wiceprzewodniczącego.

Głosowanie:
Zygmunt Solorz-Żak: 65.732.898 / 125.363 / 4.398.931
Krzysztof Pawelec: 65.704.265 / 56.303 / 4.400.921

JM: przechodzimy do ustalenia wynagrodzenia członków rady, przewodniczącego i wiceprzewodniczącego. Najpierw głosować będziemy dla członków, czy są propozycje?
GS: proponuję 3 tys. złotych.
MN: ponieważ członkowie rady zarządzają znacznymi aktywami, to muszą mieć wysokie kompetencje i być wysoko opłacani, proponuję 80 tysięcy i 90 dla wiceprzewodniczącego, 100 dla przewodniczącego.
JM: [z niedowierzaniem]: ale rocznie? Miesięcznie?
MN: miesięcznie: 80 dla członków, 90 dla wiceprzewodniczącego i 100 dla przewodniczącego.
JM: na razie głosujemy dla członków, zaczniemy od najdalej idącej propozycji.
AKC4: Panie Prezesie a czy spółkę stać na takie wynagrodzenia?
WP: na 3 tysiące tak. Dla 80 tysięcy, to będzie 400 tysięcy miesięcznie, ale przewodniczący i wiceprzewodniczący dostaną więcej, to wyjdzie około 500 tysięcy, razy 12 to da 6 milionów, czyli całe przychody z działalności podstawowej pójdą tylko na pensje rady, nie stać nas.


Głosowanie:
80: 4.329.305 / 65.866.957 / 68.930
3: 65.717.636 / 4.436.336 / 93.220

JM: teraz zagłosujemy dla przewodniczącego.
GS: jak członkowie rady dostają 3 tysiące, to będzie nas stać na 4 tysiące dla przewodniczącego.
MN: podtrzymuję, 100 tysięcy.
AKC4: proponuję jedną złotówkę, do czasu aż Elektrim nie wróci na giełdę.

Głosowanie:
100: 4.329.905 / 65.860.957 / 69.930
4: 65.709.533 / 137.739 / 4.412.920
1: 168.749 / 65.696.412 / 4.316.920

JM: teraz zagłosujemy dla wiceprzewodniczącego.
GS: proponuję 3 i pół tysiąca.
MN: podtrzymuję, 90 tysięcy.
AKC6: proponuję jeden grosz [ogólna wesołość, komentarze: jak od tego płacić ZUS?].

Głosowanie:
90: 4.331.305 / 65.830.624 / 96.930
3,5: 65.704.782 / 137.636 / 4.419.774
0,01: 66.465 / 65.780.452 / 4.395.385
JM: zamykam walne.

wtorek, 21 kwietnia 2015

Niech uschnie ręka, czyli czemu zginął prezydent Kaczyński

Nie, nie wiem, jak to się dokładnie stało, że p. prezydent i 95 innych osób zginęło.

Chciałem przedstawić to, czego dowiedziałem się (tak właśnie to czuję, od razu wiedziałem) o przyczynie śmierci p. prezydenta. Nie tłumaczy to wszakże śmierci pozostałych 95 osób.

Wskażmy najpierw analogię - choć dostrzegłem ją później (cyt. za Mark Sołonin, 25 czerwca. Głupota czy agresja? Poznań 2011, Dom Wydawniczy Rebis, s. 262):

27 listopada 1940 roku - czyli zaledwie dwa dni po feralnym 25 listopada - prezydent Finlandii Kyoesti Kallio poprosił Radę Państwa, by przyjęła jego dobrowolną dymisję. Poprzedziły to wydarzenia bardziej pasujące do mistycznego thrillera niż do rzeczywistości. 12 marca 1940 roku, w przeddzień zawarcia układu moskiewskiego, prezydent Kallio, podpisując pełnomocnictwo fińskiej delegacji do zawarcia porozumienia na rozbójniczych stalinowskich warunkach [chodzi o traktat kończący wojnę zimową pomiędzy Finlandią i ZSRS], zapalczywie powiedział: "Niech uschnie ręka, która podpisała taki dokument". W sierpniu 1940 roku Kallio ciężko zachorował, miał wylew do mózgu, wskutek czego dotknął go paraliż prawej ręki. Stan jego zdrowia coraz bardziej się pogarszał i w wigilię Bożego Narodzenia Kallio, na peronie dworca w Helsinkach, zmarł nagle na wylew.

P. prezydent Kaczyński, nie zważając na słynne pióro, które odmówiło posłuszeństwa, podpisał, choć z ociąganiem, traktat lizboński - traktat, który jest dla Polski bardzo szkodliwy (to pióro kupił potem, czy też chciał kupić Janusz Palikot, proszę zwrócić uwagę na ten symboliczny gest przedstawiciela międzynarodowej tightly-knit, higly efficient machine; ciekawe też jak interpretować "zamach" z różą z 10 marca 2010 roku?). Na pewno wiemy tylko tyle, że kto żyw w mediach rugał p. prezydenta: no kiedy to wreszcie podpiszesz? Nie wiemy innych rzeczy, tego, co działo się nieoficjalnie. Czy podjął po prostu niemądrą decyzję pod naciskiem medialnym? A może był szantażowany? Czy grożono jemu, czy Polsce? Czy ugiął się, bo zabrakło mu odwagi powiedzieć: nie, czy może groziło Polsce większe niebezpieczeństwo, gdyby odmówił?

10 kwietnia 2010 roku moja pierwsza myśl była właśnie taka jak w mistycznym thrillerze: poniósł okrutną konsekwencję swojego wyboru (niektórzy mówili: zdrady Polski). Wciąż sądzę, że za podpisanie Lizbony musiał umrzeć. Dziś jednak chyba wiem (a w każdym razie wierzę), że może był bohaterem tak tragicznym jak Kallio.

Prawdę może już niedługo będą rozgłaszać na dachach.

poniedziałek, 20 kwietnia 2015

O pijanych generałach w samolocie, czyli wiarygodność Sowietów

Odczyty stenogramów ze Smoleńska stają się powoli telenowelą podobną do kolejnych "poprawionych" wydań "Wspomnień i refleksji" Żukowa. W zależności od sytuacji politycznej nieżyjący Żukow ujawnia fakty, których próżno szukać w poprzednich wydaniach - gubiąc też i niektóre fakty ujawnione w poprzednich edycjach. Potrafi się też Żukow w swoich wspomnieniach powoływać na pozycje literackie opublikowane szereg lat po jego śmierci. Wot, prorok. Podobnie i nasi odsłuchiwacze, podający kolejną jeszcze bardziej dokładną wersję zapisów rozmów z tupolewa, potrafią przy okazji dosłuchania nowych fragmentów zgubić całe inne fragmenty (rozmowy z wieżą, wg Artura Wosztyla obecne w poprzednich wersjach) i nie zauważyć komend z wieży dotyczących zejścia na 50 m.

Okazuje się też, że pijany generał naciskający na niewyszkolonych i ulegających wpływom pilotów (tacy niezborni, że dzielna stewardessa musiała rozpaczliwie trzymać w ryzach pijących browary generała Błasika i Mariusza Kazanę) ostatecznie tak ich skołował, że nie umieli korzystać z zegarka ("w pół do ósmej"), co dopiero gdyby mieli odczytywać dane z bardziej skomplikowanych urządzeń albo rozumieć komunikaty anglojęzyczne z TAWS lub obcą mowę kontrolerów. [może lepiej to napiszę, gdyby ktoś jednak się poczuł urażony - powyżej to IRONIA]

Jeśli ktoś jeszcze ma zaufanie do narracji makowsko-millerowskiej, to proponuję zapoznać się z niewczesną wprawką w opisywaniu zdarzeń lotniczych. Opis wg Mark Sołonin, 25 czerwca. Głupota czy agresja? Poznań 2011, Dom Wydawniczy Rebis, s. 204-206, cytowany będzie generał porucznik Piotr Chochłow, uczestnik zestrzelenia pasażerskiego Ju 52 lecącego 14 czerwca 1940 z niepodległej (jeszcze) Estonii do niepodległej Finlandii. W nawiasach kwadratowych moje komentarze.

Ludzie pracy Litwy, Łotwy i Estonii obalili znienawidzone reżimy burżuazyjne i zdobyli wolność. Na podstawie dobrowolnego wyrażenia woli kraje te weszły w skład ZSRS jako równoprawne republiki socjalistyczne [wrong: Estonia do 6 sierpnia nie była częścią ZSRS]. Obaleni w tych krajach przedstawiciele klasy wyzyskiwaczy wraz ze swymi cudzoziemskimi partnerami usiłowali przerzucić za ocean zagrabione kapitały. Okręty bojowe, jak również samoloty Floty Bałtyckiej otrzymały rozkaz: zablokować nie kontrolowane wyjścia cudzoziemskich statków i wyloty obcych samolotów z portów morskich i lotnisk republik nadbałtyckich [czytaj: atakować statki i samoloty niepodległych państw bez wypowiedzenia wojny]. [...] Jakieś trzy-cztery kilometry od miasta zauważyłem, że z lotniska Lagsberg wystartował samolot. Wziął kurs na Helsinki. [...] Zbliżyliśmy się do samolotu Ju 52 nie noszącego żadnych znaków rozpoznawczych. Otworzyłem luk astronawigacyjny w swojej kabinie, uniosłem się z siedzenia i ręką wskazałem pilotowi, żeby zawrócił maszynę w stronę lotniska. Ale junkers leciał dotychczasowym kursem i jeszcze zwiększał prędkość. Dwukrotnie przecięliśmy mu kurs, daliśmy znaki: "Żądamy powrotu"! Załoga zignorowała nasze żądanie. - Ostrzec ogniem! - rozkazuje dowódca. Kilka serii świetlnych przechodzi przed kabiną junkersa, ale i to nie zmienia sytuacji. Jesteśmy tak blisko od ściganego samolotu, że przez jego iluminatory widzimy ludzi w przedziale pasażerskim, widzimy ich zadufane fizjonomie. Pokazują nam pięści, grożą pistoletami. Po tym samolot naruszyciel został zestrzelony. [podkr. moje, pilot myśliwca musiał się nieźle przestraszyć]

Znać, że interpretatorzy wypadków czegoś się nauczyli przez 70 lat i budują odrobinę bardziej prawdopodobne narracje. Ale poczekajmy, bo może nie powiedzieli ostatniego słowa.

niedziela, 29 marca 2015

O ujemnych stopach procentowych dla klientów, czyli norweskie dzikusy

Okazuje się, że dzikusami są nie tylko Ci niecywilizowani, niewykształceni i z mniejszych miast Polacy, którzy stracili życiową szansę i nie wzięli kredytów w CHF.

Cały świat zszokowało głupie i sprzeczne z prawem polskim i międzynarodowym (niech ktoś napisze do ONZ!) zachowanie zacofanych Duńczyków, (Nordea Kredit), którzy pobierają ujemne oprocentowanie od kredytów hipotecznych. Ktoś powinien im przekazać, że "Nie może być takiej sytuacji, w której to bank będzie płacił klientowi za to, że ten zaciągnął u niego kredyt, bo to przeczyłoby istocie umowy kredytowej (p. Pietraszkiewicz ze Związku Banków w Polsce)".

Chyba bardziej Dania potrzebuje korepetycji od naszych fachowych bankowców niż Francja naszych hydraulików (kto to jeszcze pamięta?).

Całe szczęście, że herezja polegająca na wywiązywaniu się z umowy w zgodzie z jej treścią jeszcze nie całkiem się u nas rozprzestrzeniła, podobnie jak stałe oprocentowanie hipotek.

niedziela, 22 marca 2015

Jak rzeczywiście rozwiązać problem franka, czyli 1% dla wszystkich

15 stycznia 2015 roku był szokiem... ale dla tych, którzy sobie jeszcze radzą i w obecnej sytuacji prawdziwym ryzykiem jest wzrost stóp procentowych w przyszłości.

Obecnie dla większości kredytobiorców raty i zadłużenie są problemem, ale nie tragedią, jeśli jednak nie zrobić nic konkretnego, to jest spora szansa na to, że co się odwlecze, to nie uciecze. Moja poniższa propozycja ma tę zaletę, że miał ją na biurku p. Piechociński i kompletnie zlekceważył.

Propozycje Związku Banków w Polsce (wiem, że oni rozwijają ten skrót inaczej...)/rządowe świadczą o głupocie lub sabotażu. Stawiam na to pierwsze, bo do tego drugiego to trzeba jednak trochę sprytu. Propozycje wakacji kredytowych, wydłużenia okresu kredytowania, zawieszenia spłat rat kapitałowych doprowadzą tylko do jeszcze gorszej sytuacji potem (czyżby ktoś pozazdrościł "sukcesu" kredytu "Alicja"?). Bank zamierzają przyjmować spłaty as usual do samego końca kredytu lub kredytobiorcy. Jakiś bank chętny zawrzeć ze mną transakcję na instrumencie pochodnym, ja będę obstawiał, że skończy się to źle? Wypada tylko pogratulować fachowcom z banków, że nie zaproponowali przewalutowania na koronę duńską.

Przy obecnych stopach procentowych odsetki na całym świecie są bardzo małe. Wielu spodziewa się, że stopy jeszcze pospadają albo przynajmniej długo będą niskie. Tymczasem to prawie na pewno nie będzie miało miejsca. Normalna długookresowa stopa SNB/Fed to kilka (3-8) procent, w latach ’80, gdy Paul Volcker (Fed) walczył z inflacją było to nawet rzędu 20% w USA. W Polsce może to też być spokojnie 8%, nawet jak w Szwajcarii i USA będzie 5%.

Jeśli chodzi o kurs EUR/CHF lub CHF/PLN, proponuję porównać następujące dane szwajcarskie, polskie i europejskie: zadłużenie zagraniczne jako % zadłużenia ogółem, zadłużenie ogółem jako % PKB, deficyt budżetowy jako % PKB, bilans X-Z, stopę bezrobocia – i wyciągnąć wnioski.

Nie czekając na zderzenie z górą lodową należy właściwie rozwiązać problem:

IRS dla mas
Korzystając z obecnie niskich stóp CHF, banki, które udzieliły kredytów w CHF proponują klientom zmianę na stopę stałą, natychmiast. Jeśli stopa zmienna z marżą wynosi 1,2%, to po aktualizacji do obecnych stóp LIBOR+marża wynosiłaby ca. -0,75%+1,1%=0,35%. Bank proponuje stałą stopę (już z marżą) 0,8%. Rata kredytu wyniesie w CHF mniej niż przed 14.01. Klient zabezpieczył się przed bankructwem.

Dla banków też się opłaci. Bank zamienia kredyt z 0,35% stopy zmiennej na 0,8% stopy stałej, czyli zyskuje 0,45 punkta procentowego od każdej spłaty. Gdyby stopy wzrosły, to straciłby, ale w tym celu zabezpiecza się, wchodząc w kontrakt IRS na rynku międzynarodowym na odwrotnych warunkach: JP Morgan płaci bankowi polskiemu stopę zmienną a bank polski płaci JP Morgan stopę stałą. Bank polski stracił (koszt zabezpieczenia) na transkacji z JPM o zapewne rząd wielkości mniej niż zarobił na kliencie. Zarobek banku sfinansował klient, jednakże on się zabezpieczył przed bankructwem. Co szczególnie istotne, nie ma tu realnego ryzyka kredytowego. W stosunkowo niedługim czasie to bank będzie płatnikiem netto w relacji bank-klient a w relacji bank-JPM niewypłacalność kontrahenta jest już zupełnie nieprawdopodobna.

Co istotne, po przedstawieniu odpowiednich dokumentów, bank może sprzedawać taki de facto IRS klientom wszystkich banków we wszystkich walutach.

Z punktu widzenia kraju, mamy szansę odwrócić na naszą korzyść coś, co niewątpliwie było jedną z największych prób złupienia naszej gospodarki. Zagwarantowanie krajowi traktowanemu jako całość niskich długoterminowych stóp nawet z nawiązką zrekompensuje efekt kursowy. Pan MF Szczurek wypowiadał się przeciwko masowemu przewalutowaniu kredytów, a tu cały kraj fiksuje sobie ultraniskie stopy procentowe. Panie MF, a gdyby mógł Pan wyemitować polski dług na 1% na 20 lat, to chyba byłby niezły biznes?

Uzupełnienie – CIRS
Można też zaproponować rozwiązanie mające cechy opcyjno-CIRS-owe: klient spłaca raty po kursie bieżącym+0,1 PLN, ale jeśli kurs przekroczy 4,00, to płaci 4,10 niezależnie od kursu (opłatą za zabezpieczenie przed wzrostem kursu jest +0,1 PLN do raty). Bardziej to skomplikowane, ale transakcję też się da odwrócić na rynku międzybankowym.

Podsumowanie – IRS+CIRS
Bank - w stosunku do obecnej sytuacji jest do przodu, bo efektywnie dostanie tyle samo plus różnica w marży na IRS i CIRS pobranej od klienta i oddanej do JPM.
Klient - obecnie lekko traci, płacąc wyższe odsetki i po nieco wyższym kursie, jednak zagwarantował sobie ekstremalnie niską stopę procentową na 20-30 letni dług: duży zysk w długim terminie

Polska=Bank+Klient - duży zysk długoterminowy
JPM - trudno powiedzieć, ale znając życie zarobi a ryzyko przerzuci na kogoś innego. Koniec końców kiedyś znowu stracą fundusze emerytalne GM albo związek miast duńskich, nie nasz problem.

Przykład klienta:

Mieszkanie za 500 tys., kredyt na 350 tys. złotych (ok. 70%), co było ekwiwalentem około 150 tys. franków. Obecne zadłużenie ok. 130 tys. franków, w grudniu rata 540 franków, stopa z grudnia 1,2% (marża 1,1, stopa 0,1). Na 540 franki składa się kapitał 420 i odsetki 120 CHF. Jeśli stopy procentowe SNB wzrosną tylko do 2,5%, to część odsetkowa (2,5+1,1= 3,6%) wzrośnie ze 120 do 3x120=360 a cała rata z 420+120 do 420+360 (około 50% wzrost raty w CHF). Jeśli 14 stycznia płaciło się 540 x 3,50=1.890 PLN, to przy stopie 2,5% i kursie 4,00 wyjdzie 780 x 4 = 3.120 PLN, o 1.230 złotych miesięcznie / 14.760 złotych rocznie więcej niż wg stanu na 14.01.2015. To dla przeciętnej rodziny może być bankructwo. Dla kredytu złotowego rozważania przewidujące wzrost stóp procentowych również wykażą ogromne zagrożenie wzrostem stóp, tym bardziej, że bank irracjonalnie zakładają większą zdolność kredytową w epoce niskich stóp (ludzie, których nie było stać na kredyt przy stopie 4% teraz już zdolność kredytową mają, bo stopy – i rata – są niższe)

Stała stopa 1% dla wszystkich!

poniedziałek, 16 marca 2015

O przyszłym kursie franka (aktualizacja)

W poprzednim wpisie postawiłem tezę, że do prognozowania kursu walutowego można (szczególnie w sytuacjach skrajnych) użyć metody polegającej na obserwacji zachowań ludzi. Litwini i Słowacy rzucający się na polskie sklepy zwiastowali niedorzecznie słabą złotówkę a w innym okresie masowy import aut z USA do Polski niedorzecznie słabego dolara.

Warto zatem zwrócić uwagę na poniższy artykuł.

Wbrew ogólnej wymowie artykułu, ten fragment jest najciekawszy:

" (...) szwajcarska gospodarka zaczęła odczuwać niekorzystne skutki wzmocnienia waluty. Najsilniej skutki odczuwa turystyka i handel, bo Szwajcarzy masowo jeżdżą na zakupy do Włoch, Niemiec i Francji. Codziennie na granicach szwajcarskich pojawiają się samochodowe korki, dochodzące nawet do kilku kilometrów, bo znacznie korzystniej jest robić zakupy zagranicą (...)"

Aktualizacja: update zmienione na aktualizacja - lepiej pisać po polsku.

niedziela, 15 marca 2015

O rozwiązaniu problemów frankowych, czyli EUR/DKK

15 stycznia przyniósł wielu kredytobiorcom stratę nie mniejszą niż pół setki tysięcy złotych polskich. Niektórych wręcz wpędził w położenie niezwykle ciężkie, bo byli po złej stronie rynku. Choć potrafię łatwo określić, jaka jest prawna sytuacja kredytobiorców (umowy nieważne, nigdy nie było franków), to można się spodziewać, że pozytywny finał będzie nieprędki: wygrane sprawy będą obalane w apelacjach albo w SN, do Strasburga odwołać się nie da, bo w kraju procedura niewyczerpana. 
No chyba, że ktoś gdzieś poleci i wszystko się zmieni... ale nie o tym teraz mowa.

Poniewczasie (szkoda! szkoda!) odkryłem na nowo czytanego kiedyś przeze mnie pobieżnie George'a Dorgana z snbchf.com. Człowiek ten przez lata był przeciw pegowi EUR/CHF 1,20 i argumentował, że jest on szkodliwy i nie do utrzymania. Podczas gdy tłum "analityków" głosił, że Szwajcaria może wydrukować, ile chce franków, nakupić "za darmo" EUR/USD/GBP/AUD... i wykupić cały świat (w praktyce geniusze kupili "trochę" niemieckich bundów na ca. zerowy procent), on zwracał uwagę na oczywiste unsustainability całej sytuacji. Nie można mieć rezerw walutowych na 80% PKB! Temat-rzeka, polecam lekturę archiwalnych wpisów. Co szczególnie zwraca uwagę, SNB rozbuchał swój bilans nawet bardziej niż Fed, nic to nie pomogło!

Teraz siedzą na górze zdewaluowanego papieru eurowego. Kto zresztą wie, może całe ECB-owe QE jest właśnie po to, żeby wykupić od Szwajcarów tony eurowych obligacji (jak by mieli to sprzedać na rynku?) tak, by uzyskanej waluty można choć trochę opchnąć komuś dalej? My jednak popatrzmy na inny kraj, bo historia lubi się powtarzać.

Do Danii mam sentyment: to tam na turnieju szachowym wygrałem ogromne dla dziecka pieniądze w zachodniej twardej walucie. Pozdrowienia dla Vejle i dla Vejle Amts Folkeblad! Ta Dania właśnie może dziś oferować perspektywy.

Liczb tu za wiele nie będzie, liczby lepiej samemu sprawdzić. Warto porównać zadłużenie, deficyt budżetowy, bezrobocie i jeszcze parę kluczowych wskaźników w Danii i w krajach strefy euro. Sprawdzić, jak prezentuje się Dania na tle prymusów typu Finlandia, ale przede wszystkim Grecji, Portugalii, Włoch, Francji. Ważną tu dla nas wiadomością jest: Dania ma peg do euro: 7,4603 DKK za EUR - i może mieć problem z jego utrzymaniem.

Myślę, że najważniejszy jest pewien "rys psychologiczny": NB Danii w dramatycznie krótkim czasie panicznie ściął 3x stopy procentowe (-0,05-->-0,35-->-0,5-->-0,75), zablokowano także sprzedaż obligacji państwowych (aby inwestorom utrudnić dostęp do waluty). Bardzo oryginalna decyzja, mi kojarzy się (w krzywym zwierciadle) z decyzją władz Singapuru. W Singapurze żadnej potrzeby fiskalnej, by obligacje emitować, co więcej: jest tam regularna nadwyżka budżetowa. Jak wieść gminna (chyba dobrze) niesie, obligacje są tam emitowane po to, żeby inwestorzy dowiedzieli się, jaka jest stopa wolna od ryzyka (czyli oprocentowanie obligacji rządowych) potrzebna do różnego rodzaju kalkulacji ekonomicznych (!!). Skoro władze duńskie panicznie się bronią a dodatkowo jeszcze zapewniają, że nigdy-przenigdy, czy gdzieś już tego nie słyszeliśmy?

Dodatkowo, NB Danii dokonał w styczniu interwencji (sprzedaż korony) na 106 mld DKK, powiększając rezerwy walutowe do all-time high 566 mld DKK. Na koniec lutego było to już 737 mld DKK, co stanowiło około 39% (737 do 1.899) PKB Danii, wzrost o 10 punktów procentowych w ciągu jednego miesiąca. W tym tempie za mniej niż pół roku Dania przegoni Szwajcarię w foreign reserves/GDP ratio.

Dania zresztą ma już za sobą historię nieudanych pegów.

Ryzyko jest raczej niewielkie, oficjalnie Dania jest w ERM 2 z kursem 7,4603 +/-2,25%, w praktyce NB chce widzieć +/-0,5%. Gdyby jednak korona się osłabiła, to trzeba by pewnie się ewakuować przy przekroczeniu kursu 7,4603 +0,5% (ca. 7,5000). To mogłoby znaczyć, że dzieje się coś dziwnego (złego).

Gdyby korona się nie osłabiła, potencjał jest chyba taki jak CHF - po porzuceniu pega na otwarciu EUR/DKK -20%?

Na forex po EUR/DKK? Można co najmniej przemyśleć lewar 1:1 DKK/PLN, czyli zakup w kantorze koron za złotówki z perspektywą co najmniej roczną. Nie podejmuję się oszacować prawdopodobieństwa, ale jest spora szansa na stratę rzędu spreadu kantorowego i spora szansa na zysk kilkunastoprocentowy. Na forexie to już inna sprawa i inne ryzyko, ale może też warto? W takiej sytuacji może wszystko się zmieni nawet jak nikt nigdzie nie poleci...

Oczywiście nie jest to rekomendacja w rozumieniu przepisów Rozporządzenia Ministra Finansów z dnia 19 października 2005 r. w sprawie informacji stanowiących rekomendacje dotyczące instrumentów finansowych, lub ich emitentów.

środa, 11 marca 2015

Który bank w Polsce zatrudnia fachowców, czyli o nieokrzesanych dzikusach, którzy nie wzięli kredytów w CHF

Omawiałem już jak banki ostrożnie pilnują naszych depozytów 

Teraz wypada powiedzieć parę słów o kompetencjach ich ekspertów.

Pan profesor Czapiński
postawił diagnozę, że "(...) w 2013 roku, gdy były prowadzone badania, ponad 92 proc. frankowiczów nie miało "najmniejszych kłopotów" ze spłatą kredytów. Z badań wynikało też, że dochody frankowiczów są wyższe od średniej, że w tej grupie są przede wszystkim mieszkańcy największych miast, są to na ogół ludzie młodzi, dobrze wykształceni, wiele z nich zna czynnie język angielski. "To są ogólnie ludzie bardziej cywilizowani" - [podkr. moje] powiedział badacz."

Zdaje się, że jest to próba rywalizacji z przedstawicielami ZNP protestującymi pod hasłem "Osłów robisz z nas ministrze, niech ci Trybunał dobrze nos przytrze" w kategorii, kto popełni więcej błędów w krótkiej wypowiedzi. Gdy chodzi o nauczycieli, to odsyłam do świetnego artykułu Dwója z poezji Wojciecha Staszewskiego (oczywiście od razu rzucają się w oczy "osłów/osły" i "przytrzeć/utrzeć nosa"). [a ja powiem bez kozery FZHUT]

Można jeszcze humaniście wybaczyć, że uważa, iż 92 procentowa spłacalność w okresie stałego kursu i spadających stóp, niekiedy wspomaganych przez RnS/MdM (jak się skończą dopłaty, to raty ładnie wzrosną), to dużo. Człowiek jednak nie zna znaczenia słów wypowiadanych w jego języku albo stawia, powiedzmy karkołomne, tezy. Biorący kredyty we franku są cywilizowani, hmm? Niech lepiej Pan pogra sobie w Cywilizację Sida Meiera.

Na zdjęciu osoby, które nie wzięły kredytów w CHF.
















Panowie z banków w Polsce, kogo Wy zatrudniacie?

Acht und achzig Professoren, Vaterland du bist verloren.

A zamiast Waszych karkołomnych propozycji lepiej dajcie klientom stałą stopę 1% w całym pozostałym okresie kredytowania póki stopy w Szwajcarii są ujemne a nie koło +4%. Znacie chyba pojęcie IRS w CHF i umiecie na rynku międzybankowym z JPM zawrzeć transakcję? Klientowi zamienicie ca. zmienne 0% na stałe 1% a z JPM zawrzecie transakcję odwrotną i macie stan jak dziś tylko zarobiliście na dodatkowej marży (klient zapłaci więcej wam za IRS niż wy JPM za IRS odwrotny). Najważniejsze ryzyko zdjęte z klienta, wy dalej macie stopę zmienną, dalej już się martwi JPM (ale on jest blisko Fed, nie zginie...).

Oczywiście, to przy założeniu, że chcecie wspólnie jako kraj wyjść z pułapki a nawet zarobić (co ja tu będę tłumaczył, że długoterminowa niska stopa zrekompensuje kurs z nawiązką). P. Szczurek słusznie zauważył, że masowe przewalutowanie po obecnym kursie może nie być najlepsze.

A masowe przejście na stałą stopę procentową przy historycznie niskiej stopie procentowej?


niedziela, 1 marca 2015

Profesor Chazan, czyli o nadczłowieku i ostatnim człowieku

Jeszcze nie całkiem przebrzmiały echa zwolnienia profesora Chazana ze stanowiska dyrektora szpitala im św. Rodziny [już przebrzmiały, wstępna wersja tekstu powstała wcześniej]. Nieszczęśliwe dziecko poczęte zostało metodą in vitro, która niepokojąco często skutkuje występowaniem wad w rozwoju. Co jest szczególnie niepokojące w tej sprawie to to, że najwyraźniej krytycy postępowania profesora za jeden z istotnych argumentów uważają to, że kobieta po zabiciu dziecka przed porodem mogłaby szybko poddać się od nowa procedurze in vitro a tak będzie musiała niestety uczynić sobie dłuższą przerwę. Talk about czynienie taśmy produkcyjnej z kobiety z pozycji nie-chrześcijańskich - ironio losu. A to nie Ciemnogród robi z kobiet rodzicielki na akord podczas gdy wyzwolone kobiety podbijają Brave New World?

Ironią drugą jest to, że kobieta chciała mieć przeprowadzoną aborcję w szpitalu im św. Rodziny i "nie wiedziała", że w szpitalu tym tego się nie robi. Zabrzmi to jak tania kpina, ale niech będzie: ciekawe, czy po transfuzję udałaby się do szpitala prowadzonego przez świadków Jehowy a lecząc się w szpitalu muzułmańskim narzekałaby na braki wieprzowiny w diecie?

Co chciałbym tu jednak podkreślić, to symboliczne zwycięstwo "ostatniego człowieka". Posłuchajmy klasyka:

(...) [ziemia] będzie kiedyś jałowa i ujarzmiona, i nie wyrośnie z niej już ani jedno wysokie drzewo. Biada! Nadchodzi czas, kiedy człowiek nie przerzuci już strzały swojej tęsknoty poza człowieka a cięciwa jego łuku oduczy się furkotu.
(...)
Oto ja wam pokażę ostatniego człowieka.
(...)
Ziemia zmaleje, a na niej będzie podrygiwał ostatni człowiek, który wszystko uczyni małym. Jego ród jest nie do wyplenienia, jak pchła ziemna; ostatni człowiek będzie żył najdłużej. "Wynaleźliśmy szczęście" - mówią ostatni ludzie, mrugając oczyma. Opuścili okolice, gdzie twarde było życie; potrzeba bowiem ciepła. Niedomaganie i nieufność wydają im się grzeszne - za tym idzie ostrożność. Głupcem ten, kto jeszcze potyka się o kamienie czy ludzi! Nieco trucizny od czasu do czasu: to sprowadza przyjemne sny. I dużo trucizny na ostatek, gwoli przyjemnego umierania [podkr. moje].1

Co ja chcę zarzucić tłumowi pseudoautorytetów medycyniczych? Odrzucacie wielkość człowieka poprzez Boga, ale i odrzucacie wielkość człowieka poprzez samego człowieka! Gdzie dla was trochę twardego życia i trochę cierpienia, potrzeba wam ciepła. Poród kalekiego dziecka to mitręga, zabijmy je więc wcześniej a matka dostanie znieczulenie, to sprowadza przyjemne sny. Dla dziecka dużo trucizny na ostatek-początek. Sami za nie decydujecie, że nie powinno cierpieć - może ono chciało pożyć?

Eutanazja noworodka

1Nietzsche F.: To rzekł Zaratustra. Warszawa: Państwowy Instytut Wydawniczy 1999, s. 17-18

Japończycy, Hess, prezydent Komorowski, Bolesław Prus i Sikorski

Okazuje się, że Japończycy są winni zachowaniu naszego prezydenta, który wszedł w butach na krzesło. Nie powiedzieli mu, gdzie nie stawać - a może nawet coś po japońsku rzekli, co skłoniło go dodatkowo do wejścia, gdzie wszedł? Ho-no-tutai!

Poniekąd słusznie, podobnie Bolesław Prus, przy poplecznictwie któregoś z wydawnictw włożył w usta Izabeli taką oto wypowiedź skierowaną do Wokulskiego: "okazał mi Pan wielką laskę". Cała książka miał trochę "dziwnie" pisane "ł", bardziej jak "l" wyglądające. Pan Sikorski zdaje się mógł pomylić w mowie to, co Prus z wydawnictwem pomylili w piśmie.

Wiceszef NSDAP, partyjny zastępca Adolfa Hitlera, Rudolf Hess był cywilnym urzędnikiem i miał jedynie honorowy stopień SA-, czy SS-owski. Mimo tego, przydzielono mu dwóch wojskowych adiutantów, oczywiście "do pomocy". Kiedy przywieźli oni Fuehrerowi w kopercie oświadczenie Hessa o locie do Anglii, Hitler wrzasnął:
Kazałem go pilnować! Pilnować! I oficerowie trafili do obozu koncentracyjnego.

Note to myself: śledzić losy szoguna.

niedziela, 8 lutego 2015

Idiotka?

"Aktorka poinformowała, że jej decyzja o zrzeczeniu się mandatu ma związek z koniecznością ujawnienia w oświadczeniu majątkowym danych o dochodach. Podkreśliła, że przedstawienie do wiadomości publicznej tych informacji byłoby "w określonych okolicznościach naruszeniem przez nią tajemnicy handlowej", co z kolei wiązałoby się z "nałożeniem na nią wysokich kar umownych".
- Ustawa nie dopuszcza możliwości złożenia oświadczenia majątkowego ujawniającego wysokość dochodów uzyskanych w danym roku jako jedną łączną kwotę obejmującą całość. Nie ma również możliwości rezygnacji z pobierania wynagrodzenia z tytułu wykonywania mandatu i jednoczesnego zwolnienia ze składania oświadczenia majątkowego, o co zabiegałam - wyjaśniła."

Proponuję poczytać ze zrozumieniem:
"Wykorzystanie, rozpowszechnienie lub ujawnienie informacji (...) objętych klauzulą poufności jest możliwe jedynie za uprzednią pisemną zgodą, chyba że obowiązek ich ujawnienia:
- wynika z przepisów prawa,
(...)."

c.b.d.o.

poniedziałek, 19 stycznia 2015

O prawie i sprawiedliwości

Tępe i głuche Ciało Orzekające, owa ciężka machina śledczosądowa, na tym tylko się trzyma, że jest nieomylna. Ta machina stąd czerpie swoją siłę i pewność siebie, że nigdy nie rewiduje swoich decyzji, że każdy podsędek może ciąć na prawo i lewo - i nic; nikt go nie skoryguje. Istnieje w tym celu cicha zmowa: każde zażalenie, choćby adresowane było do nie wiedzieć jakich superurzędów, zawsze odsyłane jest stamtąd do rozpatrzenia na ręce tej właśnie instancji, na której działalność petent się skarży. I niech nikt nie śmie wytknąć komuś z pracowników sądownictwa (prokuratury, organów śledczych, itp.), że popełnił nadużycie, dał się ponieść nerwom, załatwiał osobiste porachunki, albo pomylił się, czy postąpił niezgodnie z przepisami - zawsze go wybronimy! staniemy przy nim murem! Właśnie po to jesteśmy Prawem.1

Ciekawe, ile osób przeczytawszy powyższy cytat pomyśli, że chodzi o aktualną wypowiedź o sądownictwie w naszym pięknym kraju. [Trzeba oczywiście przyznać, że nie mordują i nie wysyłają na katorgę, ludzkie paniska (w anegdocie o łagodności Lenina miał świadczyć fakt, iż goląc się na ganku odpowiedział przechodzącym dzieciom na pozdrowienie - a przecież miał w ręku brzytwę i mógł rżnąć).] Brak rzeczywistej odpowiedzialności sędziów i prokuratorów za wykroczenia i przestępstwa (tu), śmieszne wyroki dla świętych krów (tu), bezkarność policji (policja JUŻ przeprosiła :) za brutalne pobicie, policja twierdząca, że p. Biedroń ich pobił... yeah right!, poseł Wipler spuszczający manto policjantom), dużo by tak można wyliczać. Ostatnio oczywiście szczególnie bulwersuje komornik sprzedający na licytacji sprzęt należący do sąsiada dłużnika i to on mnie zainspirował do wpisu. Mam nadzieję, że skończy jak ten, ale i wątpliwości, czy to możliwe. Należy się zastanowić, czy tak słaby dostęp obywateli do broni i tak marny stan wymiaru sprawiedliwości są ze sobą jakoś związane. Widzę już komornika jak odbiera traktor człowiekowi uzbrojonemu w AKMS.

A tu mamy ilustracje do zasady "co nie jest zabronione, to jest dozwolone".

Praca nakładcza 1
Praca nakładcza 2


A to moja wiadomość-faworyt: ściągnięto z człowieka pod przymusem podatki a po tym, jak się okazało, że były nienależne nie można dochodzić ich zwrotu, bo termin na wystąpienie o zwrot (czyżby termin był liczony w kwartałach a może w latach? Warto doczytać w artykule!) minął.

 Nie mamy pańskiego płaszcza

Porównajmy znowu ze wzorcem.

(...) Autor [S. Karawanski] skazany został swego czasu na 25 lat. Odsiedział 16 (1944-60), został wypuszczony (zapewne po odsiedzeniu "dwóch-trzecich"), ożenił się, wstąpił na uniwersytet, ale nie - w 1965 roku przyszli po niego znów: zbieraj się! Nie dosiedziałeś 9 lat.
Gdzież to jeszcze możliwe, w jakim jeszcze Prawodawstwie na całym świecie, prócz naszego? Nakładali ludziom na karki chomąta 25-letnich wyroków, których termin miał ubiegać w latach 70. Nagle - wchodzi w życie nowy kodeks (1961), jako najwyższą karę przewidujący lat 15. Każdy student pierwszego roku prawa zrozumie, że tym samym anulowane są i zredukowane owe 25-letnie kary! Ale u nas - bynajmniej. Możesz wrzeszczeć do zachrypnięcia, walić głową o ścianę - obowiązują dalej. U nas - proszę z nami raczy pan dosiedzieć swoje!3

Takie to nasze prawo i sądy.

PS Ze szczególnymi pozdrowieniami dla pp. Milewskiego i Tuska:
Wcielona Prawda, pokryta czarnym lakierem stoi cały czas przed oczyma duszy naszego sędziego: to aparat telefoniczny w sali narad. Ta wyrocznia nie wystawi cię na sztych, ale musisz postępować zgodnie z jej orzeczeniami3

1Sołżenicyn A: Archipelag Gułag(V-VI-VI). Warszawa: Nowe Wydawnictwo Polskie 1990, s. 502
2ibidem, s. 498
3ibidem, s. 502

niedziela, 18 stycznia 2015

O przyszłym kursie franka

Temat jakże aktualny...

Prognozowanie kursów walutowych jest trudne albo nawet i niemożliwe. Tym niemniej, jest ciekawa metoda, która się już ładnie sprawdziła.

2007-2008: euro po 3,20, dolar po 2,00. Jak grzyby po deszczu parkingi z bannerami: tanie samochody z USA. No tak, bardzo sensowne - sprowadzać na masową skalę auta zza oceanu, gdy można je kupić w Polsce albo sprowadzić ze strefy euro. Wniosek: złotówka jest ogromnie przewartościowana, szczególnie w stosunku do dolara.

Końcówka 2008-początek 2009: euro w szczycie po 4,9. Niemcy, ale przede wszystkim nawet Litwini i Słowacy masowo przyjeżdżają do Polski, wykupując wszystko co się da, nie tylko paliwo, ale jedzenie, materiały budowlane, chemię gospodarczą. W okolicach północno-wschodniej granicy zdarza się, że nie da się zrobić zakupów, bo półki ogołocone. Emeryci polscy udają się do kantorów po dolary i euro. Wniosek: złotówka jest ogromnie niedowartościowana w stosunku do euro.

2011 - tuż przed interwencją Narodowego Banku Szwajcarii (SNB): EUR/CHF zbliża się do poziomu 1,0. Szwajcarskie firmy panikują, Szwajcarzy jeżdżą do Niemiec, żeby tam kupować w euro nawet szwajcarskie zegarki (słyszałem relację słuchacza w radio). Ostatnie dni: Szwajcarzy ustawiają się w ogonkach do kantorów, żeby zakupić tanie euro, szwajcarska giełda dołuje, eksporterzy panikują. Przy okazji warto wspomnieć, że nawet jeszcze przed zaprzestaniem siłowej deprecjacji franka przez SNB, Szwajcaria notowała niewielki wzrost i deflację. Warto obserwować dalsze zachowania obywateli i firm, czy mamy do czynienia z jednorazowym szokiem, czy raczej będziemy mieli do czynienia ze stałym najazdem zakupowym do strefy euro? Jak kształtować się będzie sprzedaż Nestle (przed chwilą Sinlac koło mnie podrożał :)) et consortes?

Powiedziawszy to wszystko, trzeba jednak przyznać:

- Szwajcarzy produkują produkty wysokiej klasy, gdzie cena nie gra takiej roli jak przy innej produkcji; przykładowo (zasłyszane) FIFA ma korzystać z droższych szwajcarskich urządzeń przy próbach nad goal-line technology, bo tańsze z innych krajów były zbyt zawodne.
- Frank się umacnia "od zawsze" i Szwajcarii to jak dotąd nadmiernie nie szkodzi. Ostatnio ani "line in the sand" na 1,40 EUR/CHF ani peg na 1,20 nie były w stanie tego zahamować. Ujemne stopy procentowe i, być może, kontrola kapitału też mogą nie zadziałać, podobnie jak w latach 80.
- Do wyprodukowania towarów eksportowych trzeba zużyć niejednokrotnie dużo towarów importowanych, które teraz będą tańsze - zatem wzrost cen towarów szwajcarskich  niekoniecznie musi być bardzo duży. 

I na koniec warto spojrzeć na 30-letnie wykresy USD/CHF i EUR (DEM)/CHF: frank jest najdroższy od 30 lat.

Skłaniałbym się ku metodzie obserwacji zachowań ludzi - w sytuacjach ekstremalnych sprawdziła się jak dotąd całkiem nieźle... Ciekawe, co zaobserwujemy teraz.